Patriotyzm gospodarczy niejedno ma imię

Zastanawia mnie bardzo, czy patriotyzm gospodarczy jest rzeczywiście realnym ruchem mającym odzwierciedlenie w zachowaniach przedsiębiorców? Może, pojęcie to jest zbyt nadużywane? Słowa są słowami, niewiele kosztują. Czyny pociągają realne konsekwencje – zyski, straty, wizerunek, reputację, wartość. Najbardziej interesuje mnie, czy Polacy wierzą w patriotyzm konsumencki? Dominacja zagranicznych sieci handlowych, ich udziały rynkowe wskazują na jego marginalne znaczenie. Może mylę się? Całe szczęście na ten temat są dostępne badania („Pytani o stosunek do polskich produktów Polacy określają się jako patrioci” – przynajmniej deklaratywnie konsumenci doceniają to, co polskie.) Opowiem o badaniach, również o strategii zagranicznych sieci handlowych kreujących wizerunek dobrego gospodarza. A wszystko to w klimacie namingu, strategii marki, reklamy.

Od razu uprzedzę mogące pojawić się zarzuty o tendencyjność. Nie, nie jestem ksenofobem, ani kontestatorem rynku unijnego, ani przeciwnikiem kapitału zagranicznego. Polexit jest mi obcy. Zdarza mi się zrobić zakupy u Niemca, Francuza, Szweda, choć zdecydowanie preferuję mój osiedlowy market i pobliskie targowisko.
Od dawien dawna zadaję sobie pytanie, czy patriotyzm gospodarczy w naszym kraju ma siłę sprawczą, czy ciągle znajduje się w obszarze pustosłowia. I na to pytanie poszukuję udokumentowanej odpowiedzi.

Polsko-niemiecki sklep

W poprzednim artykule „Audio branding, taki dźwiękowy naming” opisałem w jaki sposób sieć Lidl oraz Kaufland (obie należą do niemieckiego Schwarz Group) sprytnie stosują tzw. brainwormsdźwiękową tożsamość marki w budowaniu tożsamości swych marek na polskim rynku. Skoczne, proste do zanucenia piosenki prezentują sobotę za udany (zyskowny) dzień na zrobienie dużych, tygodniowych zakupów. To marketingowe zawłaszczenie soboty tylko dla siebie? Hasła „Tania sobota w Lidlu” oraz „Ćwir, ćwir, dziś sobota w Kauflandzie udana” stanowią stanowczą deklaracją i zepchnięcie konkurencji do narożnika.

 

Treść reklamy “Jak sobota to tylko do Lidla, do Lidla bo promocje tam parking ram pam pam pam.….”

W mojej opinii strategia marketingowa obu marek jest konsekwentnie wdrażana w długofalowym wymiarze. W jakim celu? Sankcjonowania (czyli legalizowania ) marki Lidl i marki Kaufland jako naturalny, oczywisty byt w krajobrazie polskiego konsumenta. Status love brand jest tym co zapewnia swoistą niezniszczalność na wypadek twardego uderzenia. Stąd dążenie do tego, aby zabezpieczyć się, uodpornić na wszelką negatywną ewentualność. A jest, może nią być…..

… patriotyzm gospodarczy w konsumenckim wydaniu

Patriotyzm konsumencki, patriotyzm ekonomiczny, zakupowy nacjonalizm, moda na polskość, ksenofobia, straszenie „niemieckim kapitałem”, bojkot zagranicznych marek.. te ewentualności wprawiają w drgawki niejednego CEO i CMO zarządzającego w Polsce siecią handlową z zagranicznym rodowodem. Pomijany, chowany, niepoprawny politycznie patriotyzm konsumencki jest na fali wznoszącej. Następuje jego renesans. Czyżby objawiał się nam rynkowy game changer?

 Badanie „Patriotyzm konsumencki Polaków”, pracownia Open Research, 2017.

Źródło: Badanie „Patriotyzm konsumencki Polaków” (Open Research, 2017).
Powyższe badanie przedstawię szerzej w kolejnym rozdziale.

Odpowiednią wiedzę na temat zachowań zakupowych konsumentów należących do bloku postkomunistycznego (i strategie jak ją wykorzystać) posiadają zagraniczni właściciele sieci handlowych działających również w naszym kraju. Wszak typowe cechy Polaka: duma i uprzedzenie, każą uważnie spoglądać na nieobliczalność polskiego nabywcy. (Moim zdaniem ta świadomość obecna jest w Schwarz Group od samego początku, jako element ujęty w wariancie negatywnym strategii obecności w krajach Europy Środkowo-Wschodniej).

Szczególnie teraz, gdy granie na antyniemiecką nutę ma zadeklarowanych zwolenników, obie sieci mocniej zaktywizowały swoje afirmacyjne działania. Pewnie dlatego teksty obu piosenek w reklamach Lidla i Kauflandu akcentują dostarczanie sobie korzyści z sobotnich zakupów (typowe przejście od strategii do taktyki). Co więcej, swym tekstem i rytmem starają się zapisać (narzucić?) schemat zakupowy polskiego konsumenta, dla którego zakupy w Lidlu, zakupy w Kauflandzie mają być czym naturalnym, wręcz oczywistym.
Po czym wnioskuję? Chętnie podzielę się swoim spostrzeżeniami, bo to ciekawy przypadek budowania wizerunku marki na określonych atrybutach z uwzględnieniem scenariuszy rozwoju i bieżącego reagowania.

„Polakiem jestę”

Zwracam uwagę na ten oto czynnik: nazwę i jej pochodzenia. To dylemat marketera: jak obronić obcojęzyczną nazwę marki marketu na wrażliwym konsumenckim rynku?

Należy tu odpowiedzieć sobie na pytanie, czy Polacy nie gęsi i swój portfel liczą? Niby takie oczywiste, a jednak…  nie, jeszcze nie dorośliśmy do podejmowania decyzji zakupowej pod wpływem idei patriotyzmu gospodarczego. Niska siła nabywcza nie pozwala polskiemu konsumentowi przenosić jego deklaracji („Kupuję polskie produkty”) na działania zakupowe. Pomimo tego, że badania wskazują na coś odmiennego – na świadomą intencję kupowania polskich „z metką” made in Poland. Można założyć, że polskie pochodzenie produktu zachęca Polaków do zakupu. Lecz czy to prawda? Czy za deklaracjami idą tożsame z nimi decyzje zakupowe? Wystarczy ocenić, które marki są uważane przez Polaków za polskie i sprawdzić, ile z nich należy faktycznie do polskiego właściciela.

Dla zobrazowania ogólnej sytuacji podam wyniki badań oceniających faktyczny patriotyzm gospodarczy wśród Polaków.

Badanie „Moda na polskość” (TNS Polska, 2016)

  • „Dla 9 na 10 z nas „polskość” produktu jest motywatorem zakupowym”,
  • „Znana, światowa marka zachęca do zakupu jedynie 54% z nas. Jeszcze mniej na chęć zakupu wpływa fakt wyprodukowania produktu w Unii Europejskiej”,
  • „87% z nas deklaruje, że mając do wyboru produkt tej samej ceny wybiera produkt polski”.

Więcej informacji na ten temat: Polskość – banalne hasło czy rynkowy game changer?  [kliknij]

Badanie „Moda na polskość” (Ipsos, 2016)

  • „51% respondentów jest skłonnych zapłacić więcej za produkt polski niż zagraniczny”,
  • „74% badanym nie podoba się, gdy polskie marki przyjmują obco brzmiące nazwy”.

„Największą barierą dla osób chcących kupować polskie produkty jest ich zbyt mała ilość w sklepach. Co czwarta osoba wskazywała też zbyt wysokie ceny oraz brak odpowiednich oznaczeń. Jednocześnie połowa Polaków chętnie korzystałaby z aplikacji służącej do sprawdzania, czy produkt został wyprodukowany w Polsce”.

Raport dostępny jest w pliku .pdf: Moda na polskość [pobierz]

Badanie „Patriotyzm konsumencki Polaków” (Open Research, 2017)

  • „Coraz więcej Polaków – 7 na 10 badanych – deklaruje, że „polskość” marki zachęca ich do zakupu danej marki”,
  • „Informowanie na opakowaniach o polskim pochodzeniu produktu najczęściej zachęca do zakupu w postaci identyfikatorów „Produkt Polski” (46% wskazań), „Produkt Polski, Gwarancja Jakości” (43%) oraz „Teraz Polska” (40%). Wśród młodych najlepiej rezonuje hasło: Produkt polski kupując dajesz pracę.”
  • „Polacy świadomie i dojrzale podchodzą do decyzji zakupowych. Znaczna część z nich sprawdza podczas zakupów informacje, czy produkt został wyprodukowany w Polsce”.

Badanie dostępne jest na tej stronie [kliknij]

 

Do tych wyników należy przyjąć poprawkę. Są to badania oparte na deklaracjach. Deklaracje konsumentów mają zaś prawo rozmijać się z decyzją nabywczą. Bo to tylko słowa, które można rzucać na wiatr. Można sobie pomarzyć, można odpowiedzieć ankieterowi co lubię, co mi się podoba, co kupię. Słowa nic nie kosztują. Co innego rzeczywisty wybór na to co kupię i ile wydam.

Powyższe badania potwierdzają nasuwające się spostrzeżenie, że owszem deklaratywnie polscy konsumenci doceniają to, co polskie. Jednak podczas zakupów wiodącą rolę przejmuje kryterium jakości (produktu, usługi), drugim jest cena. Polskie pochodzenie zajmuje trzecią pozycję, ale jego rola rośnie.

Dlatego jakkolwiek byśmy byli przywiązani do polskich produktów, polskich producentów, polskich sprzedawców, polskich sieci handlowych, tam gdzie korzystna cena, atrakcyjne warunki zakupu tam patriotyzm gospodarczy schodzi na dalszy plan. Nie oznacza to, że preferencje zakupowe Polaków opierają się tylko i wyłącznie na finansowych benefitach.

Brachu, skąd jesteś?

Powyższe wyniki badań należy mieć na względzie, chcąc stworzyć skuteczną strategię obecności na polskim rynku. Zagraniczne sieci handlowe z obcojęzyczną nazwą (Careffour, Auchan, L.Eclerc, Intermarche, Kaufland, Tesco, Spar, Aldi) stoją na znacznie gorszej pozycji niż te o polskim rodowodzie (Biedronka, Stokrotka, Groszek, Żabka, Piotr i Paweł). Trochę w lepszej sytuacji są sieci z uniwersalną nazwą (Netto, Makro, Mere). Ten ostatni jest rosyjskim niskobudżetowym dyskontem przymierzającym się do wejścia na rynek polski.

Jeśli „obcojęzyczna” nazwa posiada te same znaczenie (lub semantycznie nic nie znaczy) na polskim rynku, ma ona otwartą drogę do budowania odpowiednich – uniwersalnych – skojarzeń wokół marki. Bezpieczne są zatem: Netto, Dino, Mila, Freshmarket, Lidl, Delikatesy Centrum, ABC, ponieważ są uniwersalne językowo.
Jaką strategię należy w tym wypadku obrać jeśli nazwa marki stawia się na celowniku „patriotycznego” konsumenta?

Nasze rodzime produkty. Polski tydzień.

Czy słyszałeś/słyszałaś o kampanii sieci Kaufland wykorzystującej hasła „nasze rodzime produkty“, „nasze polskie produkty“, „rodzimi dostawcy“? Według Urzędu Ochrony Konsumenta i Konkurencji „reklamy sugerowały nabywcom w Polsce, iż niemiecka firma Kaufland jest polskim przedsiębiorcą i sprzedaje głównie polskie produkty”. (więcej >>>). Urząd nakazał usunąć z haseł słowo ‘nasze’, aby w ten sposób, sieć nie sugerowała, że jest polską marką.

Innym przykładem są kampanie reklamowe portugalskiej sieci Biedronka zawierające przekazy:

  • „My Polacy tak mamy. Doceniamy polskie produkty”,
  • „Swoje chwalimy. Najlepsze polskie produkty znajdziecie w Biedronce”,
  • 9 na 10 produktów spożywczych dostępnych w Biedronce pochodzi z Polski”,
  • „Prawdziwe polskie jedzenie gotują nasze mamy, a prawdziwe polskie produkty znajdziesz w Biedronce”,
  • „Wiemy, co dobre – wspieramy naszych!”.

Łatwo odczytać intencję autorów i cele powyższych kampanii. To egzekucja strategii obronnej przygotowania się na (powolnie) rosnący trend patriotyzmu konsumenckiego. Takie oto kampanie mają na celu ocieplenie wizerunku zagranicznych sieci handlowych. A nawet więcej, stworzenie obrazu marki krajowej, polskiej, trwale wplecionej w krajowy ekosystem produkcji i dystrybucji produktów spożywczych i przemysłowych.

Jaką odpowiedź przygotowały sieci marketów z polskim kapitałem? Czy wykorzystują atut polskości? Czy podkreślają rodzime korzenie?
Pierwsza – POLOmarket – zmieniła charakterystyczny claim marki z „Mój Ulubiony” na „Polski Supermarket” wyraźnie akcentując krajowe pochodzenie, przekazując atrybut „wyłącznie polskie pochodzenie”, naznaczając obrany długofalowy cel „…być ulubionym polskim supermarketem”.
Druga sieć – Dino – komunikuje bliskość dla konsumenta, dynamiczny rozwój, polskie pochodzenie. Nazywana (trochę nad wyrost) pogromcą Biedronki konsekwentnie zdobywa kolejne województwa wykorzystując atrybut polskiego kapitału i strategię lokowania sklepów segmentu proximity w mniejszych miejscowościach.

Oprócz Polomarketu i Dino działają lokalnie:

  • Chata Polska. Format: sklepy małoformatowe
  • Top Market należący do Polskiej Grupy Supermarketów. Format: sklepy małoformatowe.
  • Chorten. Format: sklepy małoformatowe.
  • Topaz. Format: sklepy małoformatowe.

Jeśli pominąłem jakąś polską sieć handlową napisz, choćby w komentarzu (z góry dziękuję).

Konsument jest lojalny, ale…

…gdy musi wybrać sklep wybiera ten z miejscem do parkowania (duży parking!), znajdujący się niedaleko miejsca zamieszkania lub na trasie dom-praca-dom (lokalizacja!), z wygodną obsługą (krótkie kolejki do kasy, a najlepiej ich brak), oferujący duży wybór (asortyment), świeże produkty (rotacja produktu, plus zaufany dostawca), atrakcyjne ceny i oczywiście, bo tego naprawdę szukamy – promocje.

Eksperci są zgodni, kluczowe znaczenie stanowią tutaj nawyki zakupowe i żywieniowe – w przypadku produktów spożywczych – kształtowane przez ofertę sklepu. Badanie ASM Group „Z perspektywy klienta” dostarcza cennych informacji: 70% ankietowanych dokonuje zakupów tylko w jednym lub dwóch sklepach, najczęściej wybierając te, które znajdują się najbliżej miejsca zamieszkania. Respondenci są przyzwyczajeni do tego, że oferta w najbliższym sklepie jest uboga. W takiej sytuacji łatwo jest nieświadomie wypracować nawyki zakupowe.

To dlatego format placówek handlowych typu dyskonty i proximity ma się tak dobrze i… ostro walczy między sobą o prymat na rynku lokalnym, o dominację w świadomości konsumenta, o zbudowanie lojalności konsumenta, bez względu na pochodzenie marki marketu.

Zagraniczne sieci handlowe wszelkimi sposobami dążą do zyskania statusu ulubionej marki.

Między innymi po to aby na trwałe zakorzenić się w krajobrazie handlowej soboty (kłaniają się zatem piosenki reklamy Lidla „Jak sobota to do Lidla…” oraz Kauflandu „Ćwierkają wróbelki od samego rana…”), niedzieli, całego tygodnia. Etykieta mój ulubiony sklep, ulubiona marka marketu daje gwarancję pozbycia się myślenia czy to polska czy zagraniczna sieć handlowa, bo materialne benefity przewyższają szalę na której po drugiej stronie stoi samotnie tak głośno deklarowana idea patriotyzmu gospodarczego.

Już po raz szósty Lidl Polska został wyróżniony prestiżowym tytułem Superbrands, tym samym potwierdzając pozycję jednej z najsilniejszych marek na polskim rynku. Wyniki tegorocznego rankingu, XIV edycji Superbrands, ogłoszono 23 września 2019 podczas Business Mixera Superbrands.

Jest to  cytat z wyników gali Superbrand 2019 [zobacz]. Dla niewtajemniczonych wyjaśniam, czym są wyróżnienia przyznawane w ramach Superbrands?
Superbrands to wyróżnienie przyznawane markom, które mają najsilniejszy wizerunek na polskim rynku, cieszą się największym uznaniem oraz renomą, a także legitymują się sukcesami na arenie krajowej i międzynarodowej.

Wyniki gali Superbrand 2019

Źródło: superbrands.pl – Wyniki Gali Superbrands 2019

Wystarczy symulować polskość

Powyższe zdjęcie, wyników Gali Superbrands 2019, może posłużyć za dowód niezbyt wysokiego poziomu zjawiska patriotyzmu ekonomicznego. Zagraniczne marki dominują! Widać to jak na dłoni. Wśród nich znajduje się tylko dwóch! polskich producentów. Zgadnij, którzy to!
Myślę, że zagraniczni właściciele działający w Polsce nie specjalnie obawiają się o swój los. Przeszłość marek często mylona jest z ich teraźniejszością. Marki, które były polskie, i w międzyczasie zmieniły właściciela, nadal są/mogą być uznawane za polskie. Polska nazwa staje się często kluczowym kryterium oceny pochodzenia. Ktoś zdziwiony? Ja nie. Nie jestem zaskoczony. Na dowód, wyniki poniższego badania naocznie ukazujące fakty.

Badanie „Patriotyzm konsumencki Polaków”, pracownia Open Research, 2017.

Źródło: Badanie „Patriotyzm konsumencki Polaków” (Open Research, 2017).

Przypuszczam, że Polacy niezbyt zdają sobie sprawę z tego, że dana marka nie jest już „polska”. A jeśli wiedzą, nie ma to takiego znaczenia. Liczy się przyzwyczajenie, zaufanie i walory (jakość, cena). Wielu z nich przyjmuje za pewnik, że wyznacznikiem polskości jest nazwa. Stąd błędne postrzeganie, że polską marką (w domyśle polskim producentem) jest:

  • Żywiec Zdrój (właściciel koncern Danone),
  • Pudliszki (właściciel Heinz),
  • Stokrotka (właścicielem jest litewska Maxima Grupė),
  • Winiary (koncern Nestle),
  • Hortex (fundusz Mid Europa Partners),
  • Kamis (amerykański McCormick),
  • Żabka (fundusz CVC Capital Partners),
  • Delecta (Bakalland należący do funduszu Innova Phoenix),
  • i wiele, wiele innych.

Jeśli chcesz poznać rodowód polskich marek i firm, możesz sprawdzić na stronie WspieramRozwój.pl.

Jest o co walczyć, aby wspierać polską gospodarkę

Swoistą walkę z niewiedzą i z pseudo patriotyzmem podejmują się różnej maści organizacje i inicjatywy. Najsłynniejsze to: Teraz Polska, Produkt Polski, Gwarancja Jakości, Jestem z Polski, Polski Producent, Wyprodukowano w Polsce, Polski Kapitał, Made in Poland, również organizacje zrzeszające firmy rodzinne (m.in. Stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych, Family Business Network Poland).

Na osobną wzmiankę zasługuje aplikacja Pola. Lecz to temat na całkiem osobny artykuł.

Alternatywą apki Pola jest aplikacja Polskie Marki (obecnie już w wersji 3.0). To ciekawa i użyteczna propozycja dostarczająca nie tylko informacji skąd wywodzi się kapitał właściciela marki i w jakim stopniu jest produkowana w Polsce. Dodatkową funkcjonalnością jest lista polskich odpowiedników dostępnych w danej kategorii rynkowej.

Oprócz aplikacji widoczne są również branżowe inicjatywy, na przykład Polska smakuje (pod patronatem Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa), akcje Jem polskie jabłka, Pij polskie soki, inicjatywa modowa #ubieramsiewpolskie.

Ta ostatnia jest pokłosiem prowadzonego już od ośmiu lat projektu Kupuję Polskie Produkty. Znajdziesz tam szereg inspiracji i tropów w poszukiwaniu polskich producentów, nie tylko modowych, także kosmetycznych, wydawnictw, mebli, herbaty i kawy, karmy dla zwierząt, zegarków, wózków dla dzieci i wielu, wielu innych. Kawał solidnej roboty, samodzielnie, w wolnych chwilach wykonanej przez Justynę Ziembińską-Uzar. Celowo wspominam na końcu artykułu o tym projekcie, aby zachęcić Cię do przyjrzenia się niemu.

Kupuję Polskie Produkty, blog prezentujący polskiego marki.

Źródło: Zdjęcie “wypożyczam” wprost ze strony KupujePolskieProdukty.pl

Na zakończenie wypada zrobić podsumowanie

Jeśli nie jesteś ksenofobem, oponentem rynku unijnego, przeciwnikiem kapitału zagranicznego, zadeklarowanym obrońcą polskości, osobą deklamującą na lewo i prawo „nie będzie Niemiec pluł nam w twarz!”, to wierzę, że zrozumiałeś przekaz jaki zawarłem w tym przydługim artykule.
Nie jestem przeciwnikiem kapitału zagranicznego (mleko się rozlało, wolny rynek zrobił swoje). Jestem przeciwnikiem pozorowanego patriotyzmu gospodarczego. Razi mnie głośne deklarowanie przywiązania do polskości, nie mające przełożenia tych słów w realnych czynach. Czy jasno się tu wyraziłem?

 

Konrad Gurdak, Syllabuzz.pl Naming+Strategia, Strateg, marketer, doświadczony gracz w projektach rebrandingu.
Konrad Gurdak Siedzę w namingu po uszy i czuję się z tym dobrze. Polecam tę wąską specjalizację osobom uwielbiającym kreatywność na najwyższym poziomie, a jednocześnie nie stroniącym od żmudnej pracy analitycznej i opiniotwórczej. Bo “grzebiąc” w bazach urzędu patentowego w poszukiwaniu niezajętych obszarów wszech-słowotwórstwa wielojęzycznego można naprawdę wpaść w wir pracy, dosłownie po uszy.
kontakt@syllabuzz.pl

Kozacka nazwa firmy. Wpada, wprowadza zamęt, zostawia ślad.

Fenomen skutecznej marki wynika z klasycznej symbiozy czterech wzajemnie uzupełniających się filarów. Są nimi: (1) wartość dodana w produkcie/usługi, (2) chwytliwa nazwa firmy, (3) wyrazisty system wizualny, (4) klarowne pozycjonowanie wsparte konsekwentną komunikacją.

Porażki wynikają z braku planu działania

Przytaczanie przykładów renomowanych marek choćby z listy Best Global Brands, tj. ich dróg sukcesu, historii powstania słucha i czyta się miło. Pięknie przedstawione historie, często obejmujące dziesięciolecia (Lego, McDonald’s, Johnie Walker), sukcesje rodzinne (Walmart, Grycan), przełomowe zmiany technologiczne (Facebook, Google, Tesla), służą by inspirować, edukować, dawać wzór dla kolejnych pokoleń przedsiębiorców.
Bądźmy szczerzy, przenosząc je na grunt rodzimego podwórka, w skali makro (ogólnokrajowej) lub skali mikroprzedsięwzięć należy zejść na ziemię i powiedzieć sobie wprost: Przykłady wielkich tego świata nie pomogą w tworzeniu koncepcji nowej marki, rozwijaniu swojego pomysłu… Przynajmniej za darmo tego nie uczynią. Trzeba liczyć na siebie samego, na własną kreatywność, na korzystanie ze sprawdzonych rozwiązań.

Narzędzi i modeli do konstruowania marek jest bez liku. Choćby słynna koncepcja Disruption stworzona w 1996 roku przez agencję reklamową TBWA, Brand Asset Valuator autorstwa Young and Rubicam, autorskie koncepcje słynnych agencji strategicznych Landor, Interbrand, Added Value, i polskiej Stratosfery by Deloitte stanowią wzory do naśladowania i rozwijania własnej metody modelowania marki. Większość z nich wykorzystuje triadę:

Strategia – Branding – Komunikacja

a ich rozwinięciem jest kanwa modelu silnej marki jaką przytoczyłem na samym początku:
(1) wartość dodana w produkcie/usługi, dostarczająca unikalną, wyróżniającą korzyść użytkownikowi, np. zamawianie taksówek przez aplikacje MyTaxi oraz Uber, serwisy zamawiania jedzenia online: PizzaPortal, Pyszne.pl, AirBnB przekształcające się w usługi hotelowe, Nero Cafe oferujące doskonałe espresso, świeże jedzenie i atmosferę udanego spotkania, flota taksówek o napędzie hybrydowym EcoCar, Red is Bad odzież patriotyczna produkowana w Polsce, reaktywacja kultowej marki Junak, Demotywatory.pl na dobry początek dnia, Centrum Nauki Kopernik pozwalające twórczo odkrywać świat,

(2) chwytliwa nazwa, nadająca kolorytu marce, kształtująca jej osobowość, kreująca kategorię rynkową np. Paczkomat, Proste Historie, BioPiekarnia, Lody jak dawniej, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, KodyRabatowe.pl, Jan Niezbędny, Szlachetna Paczka, Szyjemysukienki.pl, JumpCity, Polish Lody, Oshee, Tiger, Florovit, PolskiBus.com, Bodzio Meble, leki: Locomotive, Acatar, Ulgix, Stoperan, Gripex, apteki Dbam o zdrowie, Złote Tarasy, Brand24,

(3) wyrazisty system wizualny: granie” elementami graficznymi, zestawieniami kolorystycznymi, i kontrastami, wpływające na percepcję konsumenta np. czarno-białe Łaciate, fioletowa/liliowa Milka, fioletowy kolor i „glut” Play, od dziesięcioleci ten sam niebieski okrąg Nivea, nostalgiczny, sentymentalny Krakowski Kredens, czerwona flota autobusów Polski Bus, brązowy Grycan jako premium brand, szykowny i ekskluzywny Kler,

(4) klarowne pozycjonowanie wyróżniające koncept we własnej kategorii rynkowej, wsparte konsekwentnie prowadzoną komunikacją tj. jasnym, czytelnym komunikatem np. Biedronka „Codziennie niskie ceny”, Proste Historie, Muszynianka „Napędza magnezem”, Red Bull „Doda Ci skrzydeł”, krzykliwe grafiki A2 Mobile, Kinky Winky pierwszy w Polsce queer sex shop, Farmio „Jaja bez GMO”, polska narodowa spółka cukrownicza Polski Cukier, nawiązujący do włoskich korzeni: Gino Rossi oraz Wittchen, pierwszy polski supersamochód Arrinera Hussaraya, rockowe Męskie Granie, fundacja Rak&Roll,

Dlaczego termin „kozacka nazwa firmy”?

Przechodząc do sedna, do tematu dzisiejszego postu i koncepcji kozackiej nazwy. Idea kozackiej nazwy wywodzi się z jednego z czterech elementu modelu silnej marki: chwytliwej nazwy.
Czym jest właściwie kozacka nazwa? To nazwa firmy, produktu, usługi, wydarzenia, nazwa marki.
Ale jaka? Chwytliwa, dopasowana, angażująca, przyciągająca, sugestywna, unikalna, z wolną domeną? Nie do końca są to kryteria kozackiej nazwy.
Czy więc chodzi o nazwę, słowo, określenie wyrafinowane, unikalne, jedyne w swoim rodzaju? Nie, nie w tym  rzecz.
Określenie kozacka nazwa dotyczy nazwy, która współgra przynajmniej z jednym z pozostałych elementów modeli silnej marki (ideałem jest najwyższy poziom spełnienia każdego z czterech filarów powyższego modelu). Razem, w duecie, tworzą charakterystyczną koncepcję marki, nadają jej wyrazistości; jeśli nie wywołują efektu zapamiętania, przynajmniej przyciągają uwagę.

Kozacka nazwa może bazować więc na połączeniu ciekawej nazwy z wartością dodaną produktu/usługi, lub z wyrazistym brandingiem, albo z intrygującą komunikacją. Ważne, aby mix tych elementów wpływał na siłę marki, na jej postrzegalność, czytelność, by przyciągał uwagę, zachęcał do interakcji. A kryterium skuteczności kozackiej nazwy jest zawarte w wartości marki: świadomości, rozpoznawalności, lojalności, w generowaniu przychodów ze sprzedaży, w jej wycenie finansowej.

Sceptyk będzie dowodził naciąganie idei kozackiej nazwy pod filary silnej marki. Samą nazwą firmy nie można wygrać batalii o wysoką pozycję rynkową! Klienci nie kupują produktów ze względu na fajną nazwę! Jest wiele przykładów słabych nazw wśród renomowanych firm!
To prawda. Jednak, czyż nie pierwszym elementem styku na linii marka-konsument jest jej nazwa? Czy to nie nazwę konsument wymawia nabywając, użytkując, rekomendując markę? Jaki element jest przedstawiany w opisach, materiałach prasowych, różnego rodzaju rankingach, jak nie nazwa?
Owszem, samą nazwą nie można zwojować rynku. Lecz wspólnie z drugim, trzecim czwartym filarem (w duecie, tercecie, komplecie) nazwa buduje silną broń, zdobywając umysł i serce konsumenta.

Dla poparcia powyższej tezy przytoczę kilka subiektywnych przykładów:

Ecocar. Mimo, że nazwa nie rzuca na kolana, jej atutem jest zawłaszczenie idei ekologicznych taksówek. Hasło „najbardziej ekologiczne taksówki w mieście” potwierdzone jest „własną, jednorodną flota maksymalnie dwuletnich aut, spełniających restrykcyjne normy emisji spalin”.
Opisowa nazwa firmy +  wartość dodana „być eko” + klarowne pozycjonowanie. Tak wygląda przepis na kozacką nazwę Ecocar w branży taksówek.

Pola. Zabierz ją na zakupy. (www, FB) Aplikacja Pola pomaga odnaleźć polskie wyroby. Skanując kod kreskowy można dowiedzieć się „czy dany producent opiera się na polskim kapitale, czy ma u nas swoją produkcję, tworzy wykwalifikowane miejsca pracy, czy jest częścią zagranicznego koncernu.” Pola zachęcając do zakup polskich produktów, broni polski kapitał. Nazwa jest trafiona, Polak, Polska i te damskie imię Pola, wszak Polki szczycą się niebanalną urodą.
Miła, przyjemna nazwa + misyjność + użyteczność aplikacji

Wolves Summit (www, FB) jest bodajże największym wydarzeniem networkingowym w branży startupowej. Międzynarodowa konferencja organizowana w Warszawie, przez polską ekipę, dostarcza wiedzę i „kreuje środowisko sprzyjające budowaniu pożądanej wysokiej klasy sieci kontaktów biznesowych.” Nieodzowne miejsce dla młodych startupowców i młodych firm. Swoistych młodych wilków, energicznych, gotowych do działaniach (takich jak Ci odważni przedstawieni w artykule Głodne wilki na Wolves Summit), podejmujących wyzwanie wejścia i zdobywania rynku.
Komunikacja jest bardzo konsekwentna, wpierana kluczowymi słowami: młodzi startupowcy-młode wilki, grupa-stado, praca w grupie-wataha, sukces-zdobycz.
Symbolicznie skojarzeniowa nazwa wydarzenia + emocjonalne pozycjonowanie i wyraźna komunikacja do startupowców

Farmio. „Pani Halinka nie dałaby kurkom paszy GMO” z takim hasłem weszła na rynek nowa marka jaj kurzych w 2013 roku. Konsumenci zaczęli kupować „te ekologiczne” jaja, nie mając pełnej świadomości, że są to zwykłe „trójki”, to jest jaja z chowu klatkowego. W końcu nazwa i komunikacja Farmio przekazują obraz jaj ekologicznych, zdrowych, wolnych od żywności modyfikowanej genetycznie.
Na temat marek jaj kurzych polecam artykuł: Bunt na farmie.
Ekologicznie skojarzeniowa nazwa marki+ wartość dodana („Jaja wolne od GMO”) + racjonalne pozycjonowanie

Browar Brodacz. (www, FB) Ten mikrobrowar doskonale odnajduje się na coraz śmielej rozwijającym się rynku piw rzemieślniczych (craft brewery). Browar Brodacz jest aktywny i obecny tam gdzie smakosze jego piw, na festiwalach, konferencjach, wystawach i oczywiście w „specjalistycznych” sklepach. Marka jest konsekwentna w swoim przekazie – barman Brodacz, zniżka dla brodatych, hasło „Hej Brodaczyska” nawiązują do utartego wizerunku brodatego piwowara.
Urzekająca nazwa opisowa + komunikacja do „brodatych”

Red is Bad. Marka przedstawia się jako “tożsamościowa i wolnościowa marka odzieżowa z Polski.” Warto przejrzeć Manifest marki, aby poznać jej misję i kontekst społeczny. A nazwa? Red is bad jest prowokująca, przekorna, zaczepna, również refleksyjna, bo „red nie jest bad!
Prowokująca nazwa + wartość dodana (najwyższej jakości ubrania patriotyczne, wyprodukowane w Polsce) + pozycjonowanie (dla ludzi dumnych z Polski)

Fundacja Rak&Roll (www, FB) „Wygraj życie, Rollujemy raka”, „Zbieramy na cycki, nowe fryzury i dragi”, „Gadaj*Badaj”, „Rak’n’Roll Records”, „Boskie Matki“, „Daj włos“,  takie hasła kieruje do nas Fundacja, przede wszystkim aby „zmieniać schematy myślenia o chorobie nowotworowej”, oraz aby „kobiety chore na raka zaczęły walczyć o swoją kobiecość w chorobie.”
Sama nazwa daje prztyczka w nos rakowi i już za to zasługuje na miano kozackiej nazwy.
Całkiem” niezabawna” nazwa + misyjność

Bodzio Meble. Zaskoczeni tą nominacją? Ilekroć na szkoleniach wymówię tę nazwę słyszę jak nie chichot, to niedowierzanie. Słyszę o jej śmieszności, braku powagi etc. Ale…, przecież…, Bodzio jest zdrobnieniem od imienia Bogdan. A założycielem tej firmy meblarskiej jest jak nie inaczej Pan Bogdan, dokładniej Bogdan Szewczyk. Gdyby ta nazwa byłą naprawdę nieudana, firma Bodzio Meble nie stałaby się jednym z największych producentów mebli w kraju, z liczbą ponad 320-tu salonów meblowych.
Nazwa firmy o której się „mówi” + skuteczność w działaniu

Kinky Winky. Najpierw był słowo „Kinky”, do rymu brakowało tego drugiego słowa. Całość miała być niebanalna, odmienna od prostolinijnego słowotwórstwa nazw sklepów w tej branży. Miał to być sklep z klasą, powściągliwy, edukacyjny, pozytywnie nastawiony do seksualności – pierwszy w Polsce queer sex shop. Drugi człon „Winky” powstał przypadkiem, po długich poszukiwaniach. Skojarzenia z fioletowym Tinky Winky, chłopcem z torebką, są trafne, lecz nie należy uznawać jego imienia za główny motyw wyboru drugiego słowa w nazwie Kinky Winky.
Dźwięczna, zapadająca w ucho nazwa firmy + wartość dodana (pozbawiony wulgarności sex shop) + pozycjonowanie (produkty trudne do znalezienia w innych miejscach)

Chcę mieć taką nazwę, kozacką nazwę!

Mógłbym tak długo przedstawiać i uzasadniać kolejne nazwy zasługujące na miano #kozackanazwa. Do tego wykorzystuję profil na Instagramie @kozackanazwa. Jaka jest konkluzja końcowa, zatem?
Czytelniku drogi, chciałbym abyś miał świadomość, że samą nazwą nie zwojujesz rynku, ani samym logo, obrazem wizualnym, ani samym pozycjonowaniem produktu. Do tego, aby zdobyć pewną pozycję w umysłach klientów potrzebna jest synergia wielu działań, synchronizacja następujących po sobie etapów kreowania i zarządzania marką. Od tego właśnie jest agencja namingowa.

Ile kosztuje nazwa? Na to trudne pytanie odnajdziesz odpowiedź we wpisie Ile kosztuje nazwa?

Dobra, chwytliwa, urzekająca nazwa firmy z całą pewnością pomaga marce, tak samo jak udany koncept marki, idealne pozycjonowania, czy wyrazista komunikacja. Ideałem jest posiadanie wszystkich czterech zgranych filarów w modelu silnej marki.
A jeśli się ich nie posiada? Symbioza przynajmniej dwóch, tak jak pokazałem na powyższych przykładach, daje szansę wybicia się ponad przeciętność i zdobycia zadowalających udziałów rynkowych.

Syllabuzz to ja! To moje zawodowe „dziecko” do którego dorastałem przez bardzo długi czas. To coś co jest odzwierciedleniem mojej osobowości, ambicji, zdobytego doświadczenia zawodowego a także niechęci do marnowania czasu prywatnego na telewizję czy filmy na youtubie.
Konrad Gurdak Strateg, marketer z 18-letnim doświadczeniem w zarządzaniu markami i projektach rebrandingu. Łączę wiedzę marketingu strategicznego z długofalowym spojrzeniem na komunikację marek z otoczeniem. Pojawiam się tam, gdzie tworzy się marki, wprowadza innowacyjne produkty, rozwija istniejące usługi.
konrad@syllabuzz.pl

Polski Bus wcale nie taki polski. A co na to Polski Cukier?

Czy w nazwie firmy i nazwie produktu możemy używać odniesień do polskości? Czy na tym polu są prawne ograniczenia? Jak reagują klienci na markę z nazwą „Polski produkt”?

1. Szkocki Polski Bus

Odpowiedź na powyższe pytania jest prosta, z prawnego punktu widzenia można używać  przymiotnik “polski” w nazwie marki. Lecz jest jedno ale. Nazwa ze słowem „polska” i jego odmianą, zyskując charakter nazwy opisowej ma słabiutke szanse uzyskania ochrony prawnej jako słowny znak towarowy. Dlatego najlepszym sposobem jest liczenie się z negatywnym scenariuszem, i tym samym przygotowywanie alternatywnego Planu B.
Taką drogę przebył właśnie szkocki właściciel marki Polski Bus Brian Souter i jednocześnie twórca tej nazwy. Owszem uzyskał on ochronę prawną w Urzędzie Patentowym RP, lecz nie na słowny znak towarowy Polski Bus, a na znak towarowy słowno-graficzny PolskiBus.com (numer prawa wyłącznego: R-248645), oraz PolskiBus (R-248647).
Spółka Souter Holdings Poland zgłosiła do Urzędu Patentowego RP wnioski o ochronę słownego znaku towarowego w wersjach: polskibus.com, polskibus.pl, polskibus, polskibus.com.pl. Wszystkie otrzymały decyzję odmowną. Dlaczego? Otóż ekspert uznał, że każda z tych nazw jednoznacznie wskazuje na rodzaj oferowanych usług. Są to więc ogólnoinformacyjne (opisowe) znaki towarowe, które z zasady nie są rejestrowane.

Przytoczę tutaj komentarz Mikołaja Lecha rzecznika patentowego, który prowadzi popularny blog Prawna ochrona znaków towarowych:

Opisowe (ogólnoinformacyjne) znaki towarowe to jeden z głównych grzechów przedsiębiorców. Marka, która od razu komunikuje „do czego służy” owszem może być atrakcyjna marketingowo, lecz od strony prawnej jest tragiczna. Przedsiębiorcy powinni pamiętać, że funkcją znaku towarowego jest wskazywanie na pochodzenie towaru/usługi, i nie mam na myśli region pochodzenia, lecz funkcję użytkową, skład, dostarczaną jakość itp. Opisowe (ogólnoinformacyjne) słowne  znaki towarowe takiej funkcji nie spełniają. Nie mogą być więc w ogóle znakami towarowymi!
Oznaczenia opisowe nie są rejestrowane w myśl zasady, że pewne znaki powinny być wolne dla wszystkich. Chodzi tutaj o ochronę interesu publicznego. Posłużę się przykładem: wyobraźmy sobie co by się działo gdyby rejestrowano słowne znaki towarowe typu: „chleb” na chleb. Po jakimś czasie nie dałoby się w ogóle komunikować nazwy ze słowem „chleb” bez łamania prawa.
I dlatego w ustawie Prawo własności przemysłowej w art. 1291 ust. 1 pkt 3 widnieje zakaz rejestrowania opisowych znaków towarowych.

Powyższa historia ma swój dalszy ciąg. Brian Souter jak na upartego Szkota przystało dopiął swego w unijnym urzędzie patentowym, który udzielił ochrony na unijny znak towarowy słowny dla nazwy polskibus (R- 009421421). Pokazuje to tylko, że ten sam stan faktyczny jest różnie interpretowany w różnych urzędach.
Mikołaj Lech we wpisie „Polski Bus – Prześwietlamy kontrowersyjnego przewoźnika” bardzo szczegółowo nakreślił sytuację Polskiego Busa i sposób na wyjście z tak kłopotliwej sytuacji.

2. Polskie marki z przymiotnikiem „polski”

Abstrahując od powyższej historii chcę jednak zwrócić uwagę na drugie tło “polskich” marek. Metoda na zawarcie polskości w nazwie marki jest silnie zakorzeniona w przypadku tworzenia narodowych holdingów lub instytucji ogólnonarodowych. I nie ma w tym nic dziwnego. Ten kierunek namingu jest używany i w krajach zachodnich i w krajach wschodnich, więc dlaczego nie miałby być stosowany również Polsce? Nazywanie „narodowych skarbów” w stylu Polska Grupa Energetyczna, Polski Koncern Naftowy, Polski Holding Obronny, Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, Polski Cukier, Polska Grupa Zbrojeniowa, Polska Grupa Górnicza, Poczta Polska są uzasadnione biznesowo, a jednocześnie łechce polityków zaangażowanych w obronę majątku narodowego.
Inaczej zachowują się właściciele firm. Używanie w marce komercyjnej przymiotnika polski jest decyzją rozważną, ekonomicznie uzasadnioną, nie podlegającą jakiemukolwiek populizmowi. Niestety ten typ nazwy zmusza właściciela do posiadania nazwy opisowej (Makarony Polskie, Polskie Młyny, Polskie Przetwory, Gazeta Polska, Multimedia Polska, Olej Polski). I jak wspomniałem poprzednio, ten rodzaj nazwy z zasady nie jest rejestrowany, chyba że zgłosi się ją w formie znaku towarowego słowno-graficznego. Wówczas chronimy jednak jedynie szatę graficzną a nie zawarte w niej słowa.

Co na to “znaki konsumenckie”?

Szczęśliwie, z odsieczą przychodzą znaki konsumenckie dla oznaczenia kraju pochodzenia, jakości, branży, kategorii produktowej. Znaki typu Teraz Polska, Dobre bo polskie, Polska dobra żywność, Produkt polski służą do wyróżniania krajowej marki względem „zagranicznej” konkurencji, budują i wykorzystują patriotyzm narodowy. Również pełnią rolę informacyjną, przydatną dla osób świadomie wybierających produkty wytwarzane przez polskie firmy.
Znaki konsumenckie posiadają jeszcze jedną bardzo pozytywną cechę nieodzowną dla marek z nazwami innymi niż w formie opisowej. Uzupełniają one markę z nazwą abstrakcyjną, skojarzeniową lub chociażby pochodzącą od nazwiska o sferę polskości.
I pomimo oczywistej oczywistości, niezaprzeczalnego faktu, że przeciętnego polskiego konsumenta nie stać po prostu na patriotyzm gospodarczy (w przeciwieństwie do naszych rozwiniętych zachodnich sąsiadów), świadome wybieranie (a nawet szukanie) produktów z metką made in Poland staje się coraz bardziej modne. I dlatego znaki konsumenckie mają się dobrze i będzie ich jeszcze więcej.

3. Organizacje konsumenckie kontra globalne koncerny

Konsumentów świadomie kupujących polskie produkty jest coraz więcej, to samo dotyczy organizacji promujących polskie produkty. Media społecznościowe pełnią rolę centrów szybkiej wymiany informacji. Za przykład niech posłużą fanpage Wybieram Polskie Marki, Patriotyzm Gospodarczy – Lubię to., Przegląd Polskich Marek. Każdy z nich zebrał po kilkanaście tysięcy fanów, którzy mają dostęp do informacji o tym które marki są w posiadaniu polskich właścicieli, a które należą do zagranicznych firm i koncernów.

Profil WybieramPL ma na celu promowanie produktów wytwarzanych przez polskich producentów.Ostatnio furorę robi aplikacja Pola o wymownym tytule Pola. Zabierz ją na zakupy. Za jej pomocą wystarczy zeskanować kod kreskowy produktu, aby uzyskać informacje o firmie, która go wyprodukowała. Co więcej aplikacja ta wyświetla informacje, czy dany producent opiera się na polskim kapitale, czy jest częścią zagranicznego koncernu, czy tworzy kwalifikowane miejsca pracy.

Polskie niepolskie marki

Czy jesteście więc ciekawi jak radzą sobie na polskim rynku marki zarządzane przez zagranicznych właścicieli? Stosują oni cztery metody kreowania marki na zagranicznym rynku:

1) Przejęcie lokalnej marki np. obecnym właścicielem E.Wedel jest japoński koncern spożywczy Lotte Group; marka Wawel należy Italia Hosta, Soraya została wykupiona przez szwedzki Cedderoth, ZT Kruszwica (czyli marki Olej Kujawski, Bartek, Oleo, Smakowita, Finuu) należy do Bunge Ltd, a sieć Biedronka zarządzana jest przez portugalską spółkę Jeronimo Martins.

2) Wprowadzenie swojej marki na krajowy rynek. Cała gama słodyczy Milka, przemianowanie sieci Coffee Heaven na angielską markę Costa Coffe, a także Nivea, Timotei, Pantene, Heineken, Carlsberg, Pilsner Urquell, Hellmans, Heinz, Bonduelle i tak dalej.

3) Wprowadzenie nowego produktu, nowej marki pod polskojęzyczną nazwą np. Alpejskie Mleczko (dawny Krafta przemianowany na Mondelez) będące jawną konkurencją dla Ptasiego Mleczka, dedykowana na polski rynek herbata Saga (Univeler), Jan Niezbędny, czy też ciut spolszczony Nju Mobile ;).

4) A także wprowadzenie marki z nazwą zawierającą przymiotnik „polski”. Wspomniałem o marce Polski Bus (lub w zgodzie z zapisem urzędu patentowego PolskiBus.com). Inny przykład to wędliny pod nazwą Polskie Przysmaki dystrybuowane przez włoski koncern Bruno-Tassi.

Mimo tego, że na patriotyzm gospodarczy Polaków jeszcze nie stać,

coraz częściej cieplej przyjmowana jest marka z polskojęzyczną nazwą. Po prostu moda na polskość wraca łask!
Naturalnie akceptacja „zagraniczno” brzmiącej marki rośnie wraz ze stopniem skomplikowania produktu, jego ceny a także stopnia zaangażowania konsumenta w proces zakupowy. W takim przypadku cieplej akceptowana jest marka o zagranicznych korzeniach, bo … wzbudza większe zaufanie.
Nie można się jednak obrażać na polskiego konsumenta, że nie ufa polskiej marce. Nie powinniśmy się też obrażać na polskich producentów, że kreują marki na zagraniczną modłę. Niech takie marki jak Kross, GoClever, Krüger&Matz, Sante, Philipiak, Home&You, Monnari i wiele im podobnych kreują się zagraniczne marki. A co tam, czy komuś to naprawdę przeszkadza?

4. Polski Cukier kontra patriotyzm gospodarczy kontra kieszeń konsumenta

Sukces patriotyzmu gospodarczego wynika z wiedzy konsumentów. „Kupuję polskie produkty” jest nośnym hasłem lecz czy posiadają oni dostateczną wiedzę na temat które produkty, które marki należą w rzeczywistości do polskich producentów?
Większość konsumentów nie ma zamiaru korzystać z aplikacji Pola, ani odwiedzać fanpage Wybieram Polskie Marki, Patriotyzm Gospodarczy – Lubię to., Przegląd Polskich Marek lub po prostu interesować się „kto, gdzie i jak produkuje towary. Konsumenci kupują marki polskobrzmiące wierząc (lub mając nadzieję), że stoi za nimi polski właściciel. Ha! I w wielu przypadkach zdziwiliby się. Najlepszym tego przykład jest uznawanie przez osoby starsze jak również przez mieszkańców mniejszych miast sieci dyskontów Biedronka za polską markę.

Podobny przykład funkcjonuje na detalicznym rynku cukru. Przeglądając półkę sklepową możemy trafić na paczkę 1 kg białego cukru o nazwach: Cukier Królewski, Diamant, SweetFamily, Polski Cukier a także marki własne sieci handlowych (wiele lat temu była sobie marka Srebrna Łyżeczka). Pytanie za 100 punktów jest takie, jaka jest świadomość konsumentów o tym która z tych marek należy do polskiego producenta? Nie wiem, w zamian przytoczę pochodzenie marek:
Cukier Królewski (Südzucker Polska),
Diamant (Pfeifer & Langen Polska),
SweetFamily (Nordzucker Polska),
Polski Cukier (Krajowa Spóła Cukrowa),
i nieistniejąca już Srebrna Łyżeczka (British Sugar Overseas, który wycofał się z Polski).

Większości konsumentów nie interesuje się „kto produkuje cukier”. Liczy się cena, cena, i jeszcze raz cena oraz dostępność na półce, rzadziej klasa towaru. Wygrywa więc ten dostawca, który zdobędzie półkę sklepową w sieci handlowej a także udanie obranduje swój produkt tworząc z niego polską markę.
Trzeba powiedzieć jasno, w przypadku produktów mało angażujących w proces zakupowy

patriotyzm gospodarczy praktycznie nie istnieje.

I dlatego właśnie Polski Bus w świadomości użytkowników jest polską marką, a Polski Cukier musi walczyć o prymat z Cukrem Królewskim i Diamant-em.

 

Syllabuzz to ja! To moje zawodowe „dziecko” do którego dorastałem przez bardzo długi czas. To coś co jest odzwierciedleniem mojej osobowości, ambicji, zdobytego doświadczenia zawodowego a także niechęci do marnowania czasu prywatnego na telewizję czy filmy na youtubie.
Konrad Gurdak Strateg, marketer z 18-letnim doświadczeniem w zarządzaniu markami i projektach rebrandingu. Łączę wiedzę marketingu strategicznego z długofalowym spojrzeniem na komunikację marek z otoczeniem. Pojawiam się tam, gdzie tworzy się marki, wprowadza innowacyjne produkty, rozwija istniejące usługi.
konrad@syllabuzz.pl