Na pewno nie zgadniesz! Co mają wspólnego CheeseCat, NapoleonCat i Catvertiser z wyborami prezydenckimi?

Za kilka dni finał wyborów prezydenckich, i aż się prosi aby wyjawić tajemnicę, dlaczego NapoleonCat ma tyle wspólnego z wyborami co kot napłakał, lecz za to CheeseCat ma bezpośrednie odniesienie do wyborów na prezydentów miast.

Czy mówiłem, że na „syllabuzzowym” blogu będą publikowali swoje myśli również inni autorzy niż ja? Storytellingowcy, marketingowcy, cofounderzy, stratedzy i inni ludzie, którzy poznali smak sukcesu jak i porażek, jeśli mają coś istotnego do powiedzenia otrzymują „wjazd” do udzielania się w tym miejscu.

Za kilka dni finał wyborów prezydenckich, i aż się prosi aby wyjawić tajemnicę, dlaczego NapoleonCat ma tyle wspólnego z wyborami co kot napłakał, lecz za to CheeseCat ma bezpośrednie odniesienie do wyborów na prezydentów miast.
Najwięcej ma tu do powiedzenia Grzegorz Berezowski, były współzałożyciel i Dyrektor Strategii agencji 180heartbeats + JUNG v. MATT, a obecnie twórca i CEO NapoleonCat.com i Catvertiser.com . Oto więc co powiedział i napisał Grzegorz na temat powstania CheeseCat i jej kotopodobnych usług:
_____________________________________
Aby wyjaśnić nazwy NapoleonCat i Catvertiser trzeba się cofnąć do roku 2010. W sumie temat jest na czasie, bo też nawiązuje do wyborów prezydenckich (choć tych samorządowych, a dokładnie wyboru kandydata na prezydenta naszego miasta), które wówczas odbywały się. Naprawdę wiele osób miało dylemat podobny do obecnego – nie wiedzieli na kogo zagłosować.

W listopadzie 2010 roku postanowiliśmy założyć firmę, która zajmie się tworzeniem aplikacji do zarządzania komunikacją marketingową na Facebooku. Wiadomo, że każda firma potrzebuje nazwy. W kilkuosobowej grupie rozpoczęliśmy więc proces jej tworzenia. W efekcie, po trzech tygodniach, powstała „short lista” – około 20 propozycji, od nudnych i oczywistych po „Chainsaw Banana” (Dlaczego? A dlaczego nie!?!)
Do kolejnego spotkania przystąpiliśmy zdeterminowani, by tym razem dokonać ostatecznego wyboru i przejść do kolejnych, nie mniej istotnych kroków rozwijania nowego biznesu. Spotkanie miało miejsce akurat w dzień po wspomnianych już wyborach. No więc spotkanie trwa, odbywają się kolejne głosowania, którym wtórują głośne dyskusje. W pewnym momencie jeden z członków zespołu roboczego zaczyna się głośno śmiać. Wszyscy milkną i zwracają oczy ku niemu. Okazało się, że sprawdzając maile (to stały element każdego spotkania) natknął się na mail od znajomego, dotyczący właśnie zakończonych wyborów. Do maila zaś załączone było zdjęcie karty do głosowania na prezydenta z dopiskiem „nie wiedziałem na kogo głosować, więc wklejam zdjęcie kota z plasterkiem sera na głowie”.

Oto więc co powiedział i napisał Grzegorz Berezowski na temat powstania CheeseCat i jej kotopodobnych usług

Stwierdziliśmy, że mamy taki sam problem – nie wiemy, którą nazwę wybrać, więc równie dobrze może być kot z serem na głowie. I tak urodziła się nazwa „CheeseCat”.

Potem było już trochę łatwiej, gdyż postanowiliśmy się trzymać kociej nomenklatury. Dla naszego pierwszego produktu, platformy do zarządzania komunikacją na Facebooku (później rozszerzonej o inne kanały – Twitter, Google+, YouTube oraz Instagram), szukaliśmy nazwy wśród ras kotów. Tak też trafiliśmy na rasę Napoleon. Kot tej rasy kojarzył nam się z walką i sukcesami, co było o tyle istotne, że główną korzyścią naszego nowego narzędzia miała być możliwość analizowania i porównywania swoich efektów z konkurencją. Tak więc stanęło na nazwie Napoleon.

Po pewnym czasie jednak zorientowaliśmy się, że nie była to do końca trafiona decyzja, gdyż:
1) domena napoleon.com była oczywiście zajęta, a napoleon.cat niedostępna dla podmiotów nie zarejestrowanych w Katalonii,
2) żebyśmy nie wiem co robili, w wynikach wyszukiwania zawsze przegrywaliśmy z tym małym „francuzikiem”,
3) monitorowanie wypowiedzi o naszej marce było męką, bo 90% wypowiedzi nie dotyczyła nas i marnowaliśmy mnóstwo czasu na ich filtrowanie,
4) i tak wszyscy mówili o nas „Kot Napoleon”.
Stwierdziliśmy więc, że nie ma sensu kopać się z koniem i zmieniliśmy nazwę na „NapoleonCat”. Wersja angielska, wzorem Mickey Mouse czy Donald Duck, była oczywista ze względu na to, że rynek międzynarodowy był dla nas docelowy.

Zmiana nazwy bardzo szybko przyniosła pozytywne wyniki, przede wszystkim w ruchu organicznym na domenę napoleoncat.com, w wynikach wyszukiwania oraz w efektywności działań w oparciu o monitoring mediów.

Zmiana nazwy bardzo szybko przyniosła pozytywne wyniki, przede wszystkim w ruchu organicznym na domenę napoleoncat.com, w wynikach wyszukiwania oraz w efektywności działań w oparciu o monitoring mediów.

Gdy w 2013 roku powstał pomysł na narzędzie do zarządzania kampaniami reklamowymi na Facebooku, kocia stylistyka była już głęboko zakorzeniona w naszej komunikacji. Na Facebooku były to wówczas czasy „kotków”. Koty stały się bowiem symbolem treści, których celem było maksymalizowanie zaangażowania użytkowników. No bo kto nie „zalajkuje” zdjęcia z kotem, niezależnie od tego, czy publikuje go znajomy, producent karmy dla zwierząt czy samochodów. Powstał nawet termin „catvertising”, który określał tego typu działania (catvertising w pigułce).

Ku mojemu zdziwieniu, domena catvertiser.com (oraz catvertizer.com) była wolna, więc nie było nad czym się zastanawiać. I tak powołaliśmy do życia kolejnego kota z naszej stajni – Catvertiser.

Oto właśnie cała historia powstania nazw naszych trzech produktów, skupionych wokół „kociej” stylistyki. Wynika ona nie tylko z naszego założenia, że koty są nośnym, wdzięcznym środkiem docierania do naszych odbiorców. Wynika ona również z faktu, że wszystkie nasze trzy marki są skupione na usługach odnoszących się social mediowych kanałów, przede wszystkim Facebooka, a także Twittera, YouTube, Google+, Instagrama. Chcieliśmy aby nasz house of brands miał spójny, konsekwentny wizerunek. I to się nam udało.

House of brands by NapoleonCat.com

Trzy, być może dla ekspertów „namingu” oczywiste, lekcje dotyczące tworzenia nazwy firmy/produktu, jakie płyną z tej historii to:
1) szukając nazwy weźcie pod uwagę domenę, pod jaką Wasz biznes będzie funkcjonował w sieci (bo w jakiejś formie każdy jest tam obecny) i sprawdźcie, czy jest wolna;
2) z kim/czym Wasza nazwa będzie konkurowała w wyszukiwarkach i serwisach społecznościowych, a więc jak łatwo Waszym potencjalnym klientom będzie Was znaleźć;
3) na ile unikalna jest Wasza nazwa, by monitoring wzmianek o Was w mediach nie stał się zbyt czasochłonny.

PS. Jak do tej pory nie udało się nam odnaleźć twórcę zdjęcia z kota z plastrem sera na głowie, pomimo długich i dokładnych poszukiwań. Jeśli ktokolwiek widział, ktokolwiek słyszał o nim, niech mu dać znać, że mamy „kocią” sprawę do niego. Piszcie tutaj hello@napoleoncat.com
_____________________________________

Co nie co o autorze:
Grzegorz Berezowski – twórca i CEO NapoleonCat.com (platformy do marketingu w mediach społecznościowych), oraz Catvertiser.com (platformy do zarządzania i optymalizacji kampanii reklamowych na Facebooku). Były współzałożyciel i Dyrektor Strategii agencji 180heartbeats + JUNG v. MATT. Czarny pas w judo.

Udostępnij ten post

Kategorie

Tagi

Simple Share Buttons