Czy nazwa opisowa ma więcej zalet czy wad?

Widzisz jasny, czytelny, rozpoznawalny przekaz: Polska okulistyka, Pogotowie hydrauliczne, Telepizza, Paczkomat, MyTaxi, Apteka Dyżurna, Bagażowka.com, Przelewy24, Paczka od Rolnika. Tak właśnie wygląda udana nazwa opisowa. To pierwsza z trzech kluczowych nagminnie wykorzystywanych namingu. Drugą jest skojarzeniowa, a trzecia to abstrakcyjna.

Nazwa opisowa, jasno nie znaczy najlepiej

Nazwy opisowe zwane również deskryptywnymi, cechują się czytelnością, prostotą, jasnością. Klarownie prezentują markę. Z reguły w jednym, dwóch słowach opisują to co marka ma do zaoferowania. Są łatwe do stworzenia. A skoro tak łatwo wymyślić tego typu nazwę, są w większości przypadków powtarzalne. Tak jak tej kategorii rynkowej: Koszulkowo.com, Koszulkowy.pl, Swiatkoszulek.pl, Megakoszulki.pl, Koszulka.pl, KreatorKoszulek.pl, Koszulkinadruki.pl, Nadruki.pl.
Czy w tym gąszczu sklepów z nadrukami odnajdziesz najlepszego dostawcę? Pewniak, który dostarcza jakościowe koszulki z trwałymi nadrukami? To jest właśnie ogromna wada, na którą napotyka nazwa opisowa.


>>> Więcej wiedzy na temat nazwy abstrakcyjnej znajdziesz w artykule „Nazwa abstrakcyjna bez tajemnic. Nazwa Oshee coś znaczy!
>>> Natomiast o nazwie skojarzeniowej dowiesz się z artykułu „Nazwa skojarzeniowa – czy warto ją mieć?

Nazwy deskryptywne nie są ani unikalne, ani finezyjne. A jeśli na dodatek działasz w konkurencyjnej branży często wygrywa sprytniejszy, niekoniecznie najlepszy, ten który efektywnie wspiął się na top10 wyszukiwań w Google. Wracają do wcześniejszego przykładu. Wpisz hasło w wyszukiwarce “koszulki nadruki”. Czy jesteś w stanie wskazać (wybrać) najlepszego dostawcę koszulek z nadrukami?
Zalety i wady nazwy opisowej można wymieniać w nieskończoność. Nie oznacza to, że jest to typ nazwy adekwatny tylko dla początkujących biznesów lub mikrodziałalności. Podam przykłady, że i na tym polu można mocno osadzić się rynkowo i działać z sukcesem.

Mała Wielka Firma, tyle wiedzy w trzech słowach

Mała Wielka Firma nie jest znowuż taka mała. 100 tysięcy pobrań miesięcznie tego bodajże najpopularniejszego podcastu nie wzięło się z sufitu. To efekt cotygodniowych, poniedziałkowych, podcastów z obszaru prowadzenia firmy, małej firmy. Co ciekawe nazwa Mała Wielka Firma została wymyślona przez wydawcę książki o roboczym tytule „Siedem sekretów efektywnego zarządzania finansami w małej firmie” autorstwa Marka Jankowskiego. Książki dedykowanej małemu biznesowi. W ślad za nią powstał blog na ten sam temat. W 2009 r. do blogu dołączył podcast.
Tą mało popularną wówczas metodą dzielenia się wiedzą zainteresował się Paweł Tkaczyk i to on namówił Marka Jankowskiego na wspólne nagrywanie. Prowadzili Małą Wielką Firmę w duecie przez kilka miesięcy, a w odcinku nr 22 zaproszono pierwszego gościa do audycji. Ta formuła sprawdziła się znakomicie i jest kontynuowana przez różnej maści ekspertów dostarczającym szansę przebrnięcia przez najtrudniejszą fazę startu i rozkręcenia firmy.
Opisowy charakter nazwy podcastu dostarcza klarownej informacji do kogo jest kierowany, jaką wartość przekazuje. Nazwa Mała Wielka Firma zawiera aspiracyjny przekaz, ma w sobie coś więcej niż komunikat adresowany do mikro i małych przedsiębiorstw. Wszak marzeniem początkującego przedsiębiorcy jest szybko, nawet bardzo szybko, opuścić szeregi mikrobiznesu. W tej nazwie odbiorca odnajduje odpowiedź-obietnicę: każda firma może stać się duża, duża nie tylko pod względem obrotów, także pod względem wiedzy, systemów, procesów, sprytu przedsiębiorcy i jego ludzi.

Doskonale wypozycjonowana nazwa opisowa w Google

Kto nie słyszał o Michale Szafrańskim? A o blogu „Jak oszczędzać pieniądze?” lub książce „Finansowy Ninja”? Michał stał się słynnym blogerem, wręcz influencerem… z przypadku. Pomysł na blog o tematyce oszczędzania, uczenia jak rozsądnie oszczędzać stał się konceptem, sposobem na wyrażenie własnego Ja. Jednak nazwa bloga powstała w sposób zaplanowany. Mowa tu bardziej o nazwie domeny internetowej, która bądź co bądź stanowi zarówno okno na świat i także otwarte drzwi dla gości spragnionych pożywnej wiedzy. Ta trójwyrazowa nazwa domeny z końcówką .pl dobrana została świadomie pod kątem sprowadzania ruchu z Google, pod słowa kluczowe związane z tematyką oszczędzania pieniędzy.

Czy z góry dobrana nazwa, stworzona pod lepsze pozycjonowanie w Google trąci nieetycznym zachowaniem? Skądże znowu. Jak można piętnować pomysł na nazwę biznesu, który dostarcza obustronnych korzyści?! Czytelnik bloga zyskuje przydatną wiedzę, a właściciel bloga zyskuje profity dzięki dzieleniu się nią. A całość kręci się wokół miejsca pod domeną jakoszczedzacpieniadze.pl, która jest trampoliną dla porad jak oszczędzać i jak działać, aby zarabiać.

Rzeczniku Patentowy ratuj

Przedstawione powyżej przykłady nazw opisowych różnią się przekazem. Pierwsza uderza w emocjonalny ton „bo każda mała firma może stać się duża”. Druga jest do bólu racjonalna „worek porad jak oszczędzać na co dzień”. Obie mają jedną wspólną wadę, typową dla tej kategorii nazewniczej. Jako ogólnorodzajowe znaki towarowe są praktycznie niemożliwe do zarejestrowania. Siła znaku towarowego wynika z tak zwanej zdolności odróżniającej. Nazwa/znak towarowy musi odróżniać się od konkurencji, powinien zawierać w sobie choć minimum fantazji, aby wskazywać na przynależność do danej firmy, produktu, usługi. Jak oszczędzać pieniądze jest wyrażeniem potocznym, pospolitym i nie podlega jakiejkolwiek ochronie prawnej. Bo jak by to było, gdyby jednemu przedsiębiorcy nadano monopol na używanie potocznego zwrotu w codziennym użytku (np. Świeże Pączki, Okrągła Pizza itp.) Jak byśmy wówczas się komunikowali?

Urząd Patentowy RP nie udzieli prawa ochronnego na znak towarowy w wersji słownej „Jak oszczędzać pieniądze”. Lecz jest na to rada! W zamian może wydać ochronę patentową na graficzną jego postać (czyli logo). Z takiej oto możliwości można skorzystać posiadając nazwę opisową. To znaczy zgłosić do Urzędu Patentowego wniosek o udzielenie prawa ochronnego na słowno-graficzny znak towarowy. I o ile w tym wypadku nie chronimy samej nazwy, a→jedynie jej formę graficzną, o→tyle stajemy się pełnoprawnym właścicielem, świadomie chroniącym markę. To swoisty straszak przed konkurencją, przed naśladowcami, a także wartość niematerialna zwiększająca sumę bilansową firmy.


>>> O ciężkiej niedoli rzecznika patentowego dowiesz się z artykułu „Rzecznik patentowy płakał jak rejestrował

Duży biznes, duże kłopoty

Uzyskanie ochrony prawnej marki ma szczególne znaczenie dla rosnących biznesów, tam gdzie wzrasta ryzyko pojawienia się nieuczciwych konkurentów podszywających się pod markę. Jest istotne również wtedy, gdy nazwa mocno osadza się w kontekście branżowym. Na przykład Audioteka świętująca obecnie 10-cio lecie dokonała zgłoszenia w Urzędzie Patentowym w tym samym roku rozpoczęcia działalności. Obecnie posiada odrębne prawa ochronne na słowny znak towarowy na terytorium RP, Unii Europejskiej i USA.

Skąd ten pośpiech? Domyślam się, że nie tylko z marzeń o ekspansji międzynarodowej. Moim zdaniem, również dlatego, że nazwa Audioteka “waha się” pomiędzy typem nazwy opisowej a  skojarzeniowej. Owszem jest fantazyjna. ‘Teka’ wywodzi się od starogreckiego ‘theke’ (skrzynia, pojemnik). Jednak połączenie form wyrazowych ‘audio’ i ‘teka’ tworzy słowny opis tego co ta marka oferuje, czyli nosi znamiona nazwy opisowej, a nawet nazwy rodzajowej (generycznej). To sytuacja, w której marka staje się dominująca w swojej kategorii do tego stopnia, że jej nazwa staje się wyrazem pospolitym (np. Paczkomat, Toi Toi, Pampers, Karcher, Ptasie Mleczko). A to rodzi już implikacje degeneracji znaku towarowego, czego oczywiście nie życzę temu polskiemu startupowi.

Gdy nazwa opisowa celuje w płot

Problemu degeneracji znaku towarowego raczej nie będzie miała porównywarka e-booków upolujebooka.pl. Ten myśliwski zwrot (polowanie, poluj, upoluj) przyjął się doskonale w handlu. I jak widać również w kategorii porównywarek cenowych. Ta opisowa nazwa świetnie oddaje charakter korzyści dla użytkowników. Nic dodać nic ująć. Jest oczywista dla każdego odbiorcy, zawiera potoczne stwierdzenie złapania, wykorzystania, upolowania okazji. Przypuszczam, że jej potoczny, opisowy charakter stawia znak zapytania w kontekście uzyskania ochrony prawnej na nazwę. Nie oznacza to, że nie warto spróbować. Decyzję o udzieleniu prawa ochronnego lub odmowę udziela ekspert Urzędu Patentowego, który kieruje się przepisami prawa, dotychczasową praktyką i własną oceną sytuacji.
W przypadku oczywistej sytuacji należy zawalczyć o ochronę nazwy. W przypadku sytuacji nieoczywistej (słaby znak towarowy) pomocna staje się ocena zdolności rejestrowej oraz przygotowane kontrargumenty.
Jak postąpić w sytuacji, gdy uzyska się (uzyskało) odmowę rejestracji nazwy? Należy wnioskować o ochronę logo.

I dlatego mimo oczywistych zalet nazw o charakterze opisowym, jak również i wad, ten rodzaj klarownego imienia firmy będzie miał się dobrze. Dostarcza silny oręż w komunikacji rynkowej, sprzedaży, obrony przed konkurencją, zwiększania wartości rynkowej firmy. Należy wówczas pamiętać o tym, że z punktu widzenia prawa słaba nazwa opisowa staje się silna w ciekawej formie graficznej.
A to już zadanie dla kreatywnych sił graficznych. Chyba, że stworzy się nazwę którą piekielnie trudno będzie powielić. A takim pomysłem szczyci się krakowska knajpka mieszcząca się pod adresem Stolarska 6/1 o takiej oto nazwie „Pierwszy lokal na Stolarskiej po lewej stronie, idąc od Małego Rynku”. Cóż…. jak by tu powiedzieć, taką kreatywnością – chwalę! – zawstydzi się niejedna agencja namingowa.

 

Specjalnie podziękowania za przygotowanie tego wpisu dla:
Marek Jankowski, prowadzący podcast Mała Wielka Firma.
Mikołaj Lech, rzecznik patentowy w Kancelarii Lech.
Mariusz Ludwiński, redaktor prowadzący Marketing w Praktyce.

Namingowe ścieżki w magazynie Marketing w praktyce

Powyższy tekst opublikowałem w listopadowym numerze (2018 r.) magazynu Marketing w Praktyce. Zapraszam na stronę 17 „Dzięki niej polecisz do góry lub spadniesz jak Ikar”.
Po oryginał sięgnij do materiału drukowanego, lub poproś redakcję Marketingu w Praktyce. lub napisz do mnie😉

 

Namingowiec,
Konrad Gurdak Strateg, marketer z 19-letnim doświadczeniem w zarządzaniu markami i projektach rebrandingu. Łączę wiedzę marketingu strategicznego z długofalowym spojrzeniem na komunikację marek z otoczeniem. Pojawiam się tam, gdzie tworzy się marki, wprowadza innowacyjne produkty, rozwija istniejące usługi.
kontakt@syllabuzz.pl

Rzecznik patentowy płakał jak rejestrował

1. Są nazwy dobre, nijakie i głupie.
2. Kreatywność w tworzeniu nazw ograniczają przepisy w procedurze udzieleniu prawa ochronnego.
3. Linki do wyszukiwarek baz urzędów patentowych.

Nie zakopuj złej nazwy

Wbrew pozorom nie jest sztuką wymyślić dobrą, chwytliwą nazwę. Owszem jest to proces nieobliczalny; w jednych przypadkach stworzenie serii ciekawych nazw staje się istną zabawą intelektualną, a w innych wymyślenie czegokolwiek sensowego idzie jak po grudzie.
Może być zaskoczeniem fakt, że wybranie szczęśliwej piątki propozycji nazewniczych i ich prezentacja przed zleceniodawcą nie stanowi największego szczęścia (zadowolenia, ulgi, poczucia zwycięstwa). O nie! Jeszcze większe zadowolenie sprawia pozytywna weryfikacja koncepcji nazewniczych we właściwym urzędzie patentowym. Wpisanie w wyszukiwarce proponowanej nazwy, a następnie wyświetlenie się komunikatu informującego o tym, że ta nazwa jest bezkonfliktowa w danej klasie nicejskiej jest sukcesem. Osobistym sukcesem! I tym większym jeśli, na dodatek, sprawdzenie w rejestrze domen wolnej domeny .com wykaże wynik pozytywny. Yupi! Mamy unikalną, wyjątkową nazwę! …. chciałoby się krzyknąć ze szczęścia.

Lecz niestety, aby dojść do takiej sytuacji należy przebyć długą drogę kreatywnego myślenia, często opartego na tworzeniu nazw sztucznych (neologizmów) lub skojarzeniowych (sugestywnych). Słowa proste, pospolite dostarczają nazwie marki lepszą rozpoznawalność, lecz o wolnej domenie .pl (i również.com) możemy zapomnieć, nie mówiąc już o zarejestrowanych tego typu nazwach w urzędzie patentowym.

Dlatego tworząc ciekawe nazwy kreuje się wszelkiej maści różne-słowne-cudawianki, mądre, sensowne, a także nijakie, wręcz głupie, pozbawione znaczenia. Tych ostatnich nie warto „zakopywać”. Wśród nich można wygrzebać się coś co po przekształceniu stanie się słownym arcydziełem.

Między innymi z wyżej wspomnianych powodów w poszukiwaniu unikalności, a także w celu zwiększenia szansy uzyskania ochrony prawnej (na znak towarowy we właściwym urzędzie patentowym) tworzy się słowne cuda lub słowne dziwolągi. Można się domyślić, że niejeden rzecznik patentowy płakał jak rejestrował dziwną nazwę … a może się uśmiechał? Wszak to jego praca, dążyć aby nazwa marki jego zleceniodawcy uzyskała ochronę prawną.

Rzecznik patentowy płakał jak rejestrował w dosłownym tego słowa znaczeniu

Niedawno trafiłem na ciekawy fanpage o tytule Rzecznik patentowy płakał jak rejestrował. Są tu nie tylko autentycznie zarejestrowane przez Urząd Patentowy znaki towarowe (chronią nazwę firmy), ale także wzory przemysłowe (chronią wygląd np. mebli), czy patenty na wynalazki (np. płyta do zaganiania warchlaków). Mnie osobiście zainteresowała zawartość przykładów nazw i sloganów, którym udzielono prawo ochronne lub nadano odmowę. Podam kilka przykładów pokazujących kreatywność w tworzeniu nazw oraz określeń produktów i  usług.

Pan Krokodyl – nazwa gabinetu stomatologiczno-protetycznego w Warszawie dla dzieci i dorosłych.

A może nie nad morze – przeznaczony do oznaczania usług reklamy, organizowania podróży, informacji o imprezach rozrywkowych, informacji o rekreacji, organizowania i prowadzenia koncertów. Właścicielem znaku towarowego (R. 216476) jest Samorządowa Agencja Promocji i Kultury w Szczecinku.

Najlepszy przyjaciel Twojego hamburgera – przeznaczony do oznaczania produktów: sosy i keczup. Właścicielem znaku towarowego jest Heinz Polska.

Pierogi Solejukowej – przeznaczony do oznaczania pierogów i pierożków ravioli. Dla mniej wtajemniczonych, Kazimiera Sojejukowa jest bohaterką serialu Ranczo. Jej popisowym daniem stały się właśnie pierogi. Powyższy znak towarowy należy do „Studio A”, producenta serialu Ranczo.

Studenckie – można się domyślić, że nazwa przeznaczona była do oznaczania towarów takich jak: wina, napoje alkoholowe. Była, ponieważ nastąpiło wygaśnięcie prawa ochronnego.

Abracadabra – podobnie jak w przypadku znaku towarowego „Studenckie”, nazwa Abracadabra przeznaczona była do oznaczania produktów alkoholowych: wina, wódki, brandy. Tutaj również nastąpiło wygaśnięcie prawa ochronnego.

Zaufanie, które procentuje. Kolejny przykład kreatywnego oznaczania produktów typu: wina, wina musujące, wódki, likiery, brandy, drinki, napoje alkoholowe. (Prawo ochronne wygasło).

Nazwa Piekielnie Czysta mówi sama za siebie i odnosi się do wódki (Toruńskie Winnice Win VIN POL). Natomiast znak towarowy Antystres (R.112288) może wzbudzić zdumienie, ponieważ dotyczył wina. Jego właścicielem również była spółka VIN POL, która jak widać kreatywnie podchodzi do nazewnictwa swoich produktów. Jednakże nazwa jej autorstwa Zalej Robaka zawierała powszechne wyrażenie, dlatego Urząd Patentowy odmówił udzielenia prawa ochronnego.

Odmowa dotyczyła również dwóch nazw pospolitych:  Mąż Na Zlecenia  oraz  Żona Na Zlecenie. Nie przeszkadzało to zgłaszającemu na prowadzenie działalności usługowej, które przedstawione są pod tymi domenami maznazlecenie.pl, zonanazlecenie.pl.

Ciekawym przypadkiem jest slogan Ruch nie musi skrzypieć. Prawo ochronne uzyskała firma Olimp Laboratories. Slogan używany jest w komunikacji leku na stawy OLIMP Flexagen.

Kto zgadnie co kryje się na określeniem Zając Mroku? Podpowiem, właścicielem znaku jest operator telefoniczny Play. Zając Mroku – uosobienie ducha marki Play – był bohaterem kilku kampanii reklamowych.

Skoro właścicielem tego znaku towarowego (R.267666) jest Radosław Liszewski, frontman zespołu Weekend, można domyślić się że chodzi o znak „Ja uwielbiam ją ona tu jest i tańczy dla mnie”.

Więcej takich słownych „smaczków” znajdziecie na tym fanpage Rzecznik patentowy płakał jak rejestrował.

O zgroza! Odmowa udzielenia ochrony prawnej znaku towarowego

Dlaczego tak się dzieje, że w jednych przypadkach urząd patentowy udziela ochrony prawnej na znak towarowy a w innych nie? O komentarz poprosiłem właściciela fanpage Rzecznik patentowy płakał gdy rejestrował, który – co nie powinno być zaskoczeniem – sam jest rzecznikiem patentowym. Mikołaj Lech, rzecznik patentowy w Kancelarii Patentowej Lech tak wyjaśnia powody udzielenia ochrony prawnej lub jej odmowy.

W przypadku publikowanych przeze mnie znaków, to wytłumaczenia są właściwie trzy:
1. Zgłaszający nie korzystał z pomocy rzecznika patentowego i popełnił błędy proceduralne. Przykładowo nie zapłacił wymaganej opłaty urzędowej w terminie, źle zredagował dokumenty zgłoszeniowe czy nie odpowiedział na wezwanie samego Urzędu. Wiele osób jest przekonanych, że po dokonaniu zgłoszenia ma już ochronę. Tymczasem to dopiero początek licznych formalności.
2. Urząd Patentowy znalazł znaki podobne do tego zgłoszonego i odmówił rejestracji. Tak było do 15 kwietnia 2016 r. Obecnie procedura się zmieniła. To właściciel wcześniejszego podobnego znaku towarowego musi się sprzeciwić rejestracji. Jeżeli tego nie zrobi w terminie, nawet identyczny znak towarowy konkurenta otrzyma ochronę.
3. Zgłoszone oznaczenie nie kwalifikuje się w ogóle do ochrony. Nie rejestruje się przykładowo znaków opisowych (np. pachnący chleb na chleb), znaków które zawierają symbole narodowe jak flaga, godło oraz znaków naruszających dobre obyczaje (ogólnie wulgaryzmy czy symbol Polski walczącej). Aby slogan reklamowy mógł być zarejestrowany jako znak towarowy musi być bardzo fantazyjny. Tymczasem często jednoznacznie wskazuje do oznaczania czego służy.

 

Kreatywność w tworzeniu nazw jest nieograniczona. Można je tworzyć na setki sposobów. O jednym jednak należy pamiętać. Zanim wybierze się właściwą nazwę należy sprawdzić w bazie urzędu patentowego czy nie następuje kolizja z identycznymi lub podobnymi znakami towarowymi, już posiadającymi prawo ochronne. Jeśli tak, nie warto wchodzić w spór i narażać się na straty. Są jednak tacy przedsiębiorcy, którzy mają swoje własne zdanie na ten temat (Ach, my uparci Polacy).
Kilka artykułów na ten temat napisał na swoim blogu Mikołaj Lech. Szczególnie polecam jego dwa wpisy:

„Analiza prawna marki. Co tak naprawdę daje?” – co daje takie badanie można posłuchać w tym nagraniu:

oraz „Sprawdziłeś dostępność nazwy firmy. Co dalej?”, w którym Mikołaj w sposób wymowny opisuje konsekwencje niczym nieuzasadnionego uporu.

 

Na koniec obiecana lista linków do wyszukiwarek baz urzędów patentowych:

1. Urząd Patentowy Rzeczpospolitej Polskiej w Warszawie. Tutaj uzyskuje się ochronę znaku towarowego na całą Polskę.
2. EUIPO Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej w Alicante. Tutaj uzyskuje się ochronę na kraje Unii Europejskiej.
3. WIPO Światowa Organizacja Własności Intelektualnej, biuro w Genewie. Za pośrednictwem tej organizacji uzyskuje się ochronę prawną na wybrany kraj lub wybrane kraje (tzn. rozszerza się istniejącą ochronę prawną o inne, wybrane kraje prawie z całego świata).

Dwa lata temu

Będzie to osobisty wpis. Bardzo osobisty. Nie liczę na lajki, pochwały, ani słowa otuchy. Również nie liczę na porady osobiste, wskazówki od doświadczonych, którzy ten trudny początek mają za sobą. Ja po prostu R O B I Ę  S W O J E, czasami chwaląc się tym. Płynę dalej trzymając się mojej osobistej sentencji „Wyjdź poza schemat i myśl inaczej, Mierz wysoko i sięgaj daleko, Trzymaj się planu, cierpliwie!”

Dwa lata temu, 29 października 2013 roku opublikowałem pierwszy wpis na tym blogu.

Dwa lata temu oficjalnie „działalność” namingowa działająca pod marką Syllabuzz.pl ujrzała światło dzienne.

Dwa lata temu rozpocząłem nowy, osobisty etap życia zawodowego. Osobisty, gdyż przemodelował moje wartości, cele, postrzeganie świata, zmienił styl życia mojej rodziny. Życia zawodowego, ponieważ nadał początek temu, co rok później rozpocząłem pod nazwą „moja własna firma”.

Kluczowym narzędziem projektu „moja własna firma”, a raczej orężem walki konkurencyjnej jest blog. Osobista i zawodowa tuba nieregularnie „nadająca” o namingu, storytellingu, strategiach, o ciekawych tematach z obszaru brandingu. Główna zasada: zero nudy, zero kopiowania, pisanie po swojemu, rzeczowo, na temat .. i fajne zdjęcie tytułowe.

W ciągu dwóch lat udało mi się opublikować tylko 26 wpisów. Nieważne, czy to dużo czy mało. Ważne aby na blogu merytorycznie ciągle się coś działo. Dlatego pojawiające się tematy dotyczyły zagadnień różnorodnych, zjawisk „wyławianych” z codziennego życia, z tego co znamy, co mamy w zasięgu ręki, jak też z obszarów działających poza naszym kontynentem.
Było więc o klockach Lego, marce Lumia, Viagrze i jej kolegach, marce Chiquita, o mało znanych butach Inkkas, nieznanej w Polsce sieci Chipotle. Pojawił się też wpis o takim jednym, unikalnym, sportowym samochodzie. Dużo miejsca poświęciłem startupom. Napisałem też sporo, trochę między wierszami, o tym jak tworzyć nazwy. Przebadałem holding Google (teraz Alphabet). Chronologicznie wyglądało to więc tak:

Czy Lumia jest prostytutką?

Storytelling w służbie BoConcept

Wielki powrót Lego

Złam konwencję ze Shrekiem

Siedem

Why Viagra is blue

Akt erekcyjny (część 1: tytułem wstępu)

Akt erekcyjny (część 2: Czy HastaMan da radę?)

Świąteczne leg godt!

„Pierwsza twarz Chiquity, czyli co kryje mroczna historia” z cyklu: Tajemnice marek

„Druga twarz Chiquity: oczyszczenie”, z cyklu Tajemnice marek

Inkkas – historia ręcznie szyta przez Indian tradycyjnymi tkaninami z Ameryki Południowej

Chipotle walczy etyką

„Nazwij się jakoś to będzie” podczas Marketing Day

D jak Domena [Alfabet Namingowca]

Jaki rodzaj nazwy mam wybrać?

Nazwa dla startupu. Jak ją wybrać?

Inspiracje w kreowaniu nazw. Przykłady z życia wzięte, czyli skąd wzięły się nazwy polskich startupów?

Głodne wilki na Wolves Summit, a tam …

Rejestracja nazwy firmy w urzędzie patentowym. Czy warto wydać tego tysiaka?

Na pewno nie zgadniesz! Co mają wspólnego CheeseCat, NapoleonCat i Catvertiser z wyborami prezydenckimi?

Czy nazwa opisowa sprzedaje się dobrze? Oto przykłady z życia wzięte.

Google Alphabet – alternatywny alfabet Google w wersji rozszerzonej

Chipotle walczy storytellingiem (cz. 2). O tym jak zbudować angażującą historię

Białe Nismo

7 zasad udanej nazwy. Jaka nazwa dobrze sprzeda się sama? Z cyklu „Okiem praktyka”

Człowiek żyjący w idealnym świecie kieruje się zasadą „Nie samą pracą człowiek żyje”. Lecz, czy chce czy nie chce, prędzej czy później, trafia na powiedzenie „Bez pracy nie ma kołaczy”. I głowi się nad tym, które z nich jest tak naprawdę prawdziwe?
A czy ja znam odpowiedź na to pytanie? Nie wiem. Nie muszę wiedzieć. Wiem natomiast to, że bez tych 26-ciu postów nie byłbym tam, gdzie teraz jestem. I dlatego dziękuję Ci losie za to, żeś obdarzył mnie chęciami i talentem do pisania.

Foto: Life of Pix / Davide Ragusa

Rejestracja nazwy firmy w urzędzie patentowym. Czy warto wydać tego tysiaka?

Czy warto objąć ochroną prawną swoją nazwę, swoje logo, design swojego produktu? Każdy pewnie powie, że warto. Mało kto wie jakie koszty są z tym związane. Śmiem twierdzić, że jest nawet gorzej.

Wielu przedsiębiorców zakłada, że rejestracja znaku towarowego dużo kosztuje

i dlatego odkłada to zadanie na późniejszy termin … gdy firma się rozwinie i będzie zarabiać … gdy nadejdzie ten właściwy czas … gdy będzie się miało pewność, że marka “ma wzięcie” i należy zacząć ją chronić prawem… albo gdy pojawiają się podróbki lub bezczelni naśladowcy. I tak czekają, czekają, na ten właściwy moment czekają. Potem o tym zapominają lub uznają, że skoro do tej pory nic się nie stało, więc nie ma potrzeby wydawania tego z trudem zarobionego piniondza.

Aż tu pewnego dnia przychodzi korespondencja z Urzędu Patentowego,

a w niej pismo (brzmi groźnie Wezwanie do zaprzestania naruszania znaku towarowego), a w nim …. informacja o tym że adresat pisma narusza prawa jakiejś tam firmy do nazwy lub do logo.

– Ktoś zabrania używania mojej nazwy? Jakim prawem!!! Jak to! Ja mam zaprzestać używania nazwy mojej własnej firmy, bo jakiś cwaniak zastrzegł ją przede mną? Oburza się pozwany właściciel firmy.
– A no tak to. Musi Pan zaprzestać używać nazwy marki w działalności komercyjnej albo próbować się porozumieć z pozywającym albo udowodnić, że pozywający działa nieuczciwie i jego celem jest uzyskanie korzyści majątkowej albo, brrr, zapłacić odszkodowanie – odzywa się tajemniczy głos. Pewnie jest to głos aplikanta rzecznikowskiego albo radcy prawnego Urzędu Patentowego RP.

Żeby więc uniknąć tego typu sytuacji warto poznać jakie są koszty związane z procesem uzyskania ochrony patentowej na nazwę i z czym to się je.

Pierwszą decyzję jaką należy podjąć jest to, czy staramy się o ochronę prawną poprzez Urząd Patentowy Rzeczpospolitej Polskiej czy poprzez Urząd Harmonizacji Rynku Wspólnotowego OHIM w Alicante (Hiszpania). Procedura poprzez polski urząd wymaga mniejszych kosztów, trwa niestety dłużej (ok. 1 roku wobec 5-ciu miesięcy ze strony OHIM) i odnosi się do ochrony na terenie Polski.

Drugą decyzją będzie wybór klas towarowych. W “pakiecie” są maksymalnie trzy klasy do wyboru. Co to są te klasy towarowe? To nic innego jak określenie w jakich obszarach produktowych lub usług chcemy chronić swoją markę.
Klasyfikacja nicejska, czyli Międzynarodowa klasyfikacja towarów i usług grupuje wszelkie formy działalności w 34 klasy towarowe i 11 klas usługowych. Na przykład:
klasa 3 obejmuje obszary: środki wybielające , środki do czyszczenia, polerowania, szorowania i ścierania, mydła, środki perfumeryjne,
– klasa 15 obejmuje instrumenty muzyczne,
– klasa 36 dotyczy ubezpieczeń, spraw finansowych, spraw dot. nieruchomości.

Przykładowo, biuro nieruchomości prawdopodobnie wybierze tego typu klasy towarowe:
– klasa 35 dotycząca spraw związanych z zarządzaniem przedsiębiorstwem, administrowaniem, czynnościami biurowymi, reklamą i marketingiem,
– klasa 36, która właśnie odnosi się do spraw nieruchomości np. administrowanie, pośrednictwo kupna-sprzedaży, wycena nieruchomości, wynajem i zarządzanie nieruchomościami,
– klasa 37 dotyczy świadczenia usług budowlanych, napraw, usług instalacyjnych itp.

Można oczywiście poszerzyć wniosek o więcej klasy towarowych, lecz każda dodatkowa klasa to dodatkowy koszt.
Wielu firmom wystarczy rejestracja w trzech klasach, te większe lub o zróżnicowanym profilu działalności dla zabezpieczenia pełnej ochrony swojej marki potrzebują szerszy obszar ochrony.

Trzecia decyzja dotyczy wyboru, czy korzystamy z usług rzecznika patentowego, kancelarii patentowej czy samodzielnie. Jak widać, można samodzielnie złożyć wniosek do Urzędu Patentowego.
Osobiście radzę skorzystać z „opieki” rzecznika patentowego, który doradzi właściwy wybór klas towarowych, właściwie opisze nazwę, logo, produkt, i będzie reprezentował zgłaszającego przed Urzędem Patentowym (np. gdy przyjdzie odmowa rejestracji albo informacja o uzupełnienie wniosku). Czynnikiem decydującym o wyborze jest koszt tj. wynagrodzenie dla kancelarii patentowej.

Skoro więc mowa o kosztach. Ta kwestia wygląda następująco.

Pierwszą grupą kosztów jest opłata za zgłoszenie czyli za złożenie wniosku do Urzędu Patentowego RP. Wynosi ona 550 zł za wniosek obejmujący 3 klasy towarowe (przez formularz online taniej o 50 zł!). Każda kolejna klasa to dodatkowe 120 zł.
Jeśli zgłaszający dostanie odmowę pieniądze przepadają (taki life). Dlatego jeśli ma się wątpliwości co do uzyskania zgody rejestracji, a takowe wątpliwości będą przy nazwach opisowych (więcej na ten temat we wpisie Jaki rodzaj nazwy mam wybrać). Dlatego lepiej jest przekazać sprawę rzecznikowi patentowemu, który przeprowadzi badanie zdolności rejestrowej i tym samym ograniczy ryzyko uzyskania odmowy.

Drugim kosztem jest opłata za 10-cio letni okres ochronny znaku towarowego na terenie Polski. Jeśli zgłoszenie dotyczyło trzech klas towarowych opłata wynosi 1.200 zł, dla dwóch klas – 800 zł, dla jednej 400 zł.
Jeśli zgłoszenie obejmuje więcej niż trzy klasy, wówczas za każdą klasę należy dopłacić 450 zł.

Trzecim kosztem jest wynagrodzenie dla rzecznika patentowego. Jakie jest honorarium dla rzecznika, kancelarii patentowej? Może wynosić 1.000 zł albo 1.500 zł lub 2.500 zł albo i więcej. Wynagrodzenie jest zależne od zakresu pracy, rangi marki objętej ochroną.

Nie ma znaczenia, czy nazwa firmy jest fajna czy nie.

Znaczenie ma to czy Twoja marka: nazwa, logo, design są chronione prawem. W każdym momencie może spełnić się proroczy sen otrzymania pisma informującego o tym, że naruszasz interes podmiotu z Niemiec, Francji czy innego kraju europejskiego, którego nazwa jest taka sama lub niezmiernie podobna, i funkcjonuje w tym samym lub podobnym obszarze działalności, a takowy podmiot uzyskał ochronę przed Tobą lub na terytorium swojego kraju.
Zainwestowałeś xxx pieniędzy, xxx swojego czasu i xxx czasu pracowników i właśnie dowiadujesz się, że masz poważny problem. I co wtedy zrobisz? Jaki będzie Twój plan obrony?

Powyższy tekst nie wyczerpuje tematu rejestracji znaku towarowego nawet w jednej czwartej.

A wypadałoby również napisać
-o drodze i kosztach uzyskania ochrony prawnej poprzez Urząd Harmonizacji Rynku Wewnętrznego w Alicante (Hiszpania),
– o tym jaka jest różnica w ochronie prawnej poprzez polski Urząd Patentowy a OHIM w Alicante,
– o tym czy osoba fizyczna może zarejestrować markę na siebie,
– czy można dokonać rejestracji na okres krótszy niż 10 lat,
– czy za nieużywanie swojej marki traci się ochronę prawną,
– czy rejestrując znak poprzez polski Urząd Patentowy otrzymuje się kompleksową ochronę na terenie UE,
– jak wygląda sprawa uzyskania ochrony na terenie USA albo w Chinach,
– czy trzeba osobno rejestrować znak słowny (nazwę) i osobno znak słowno-graficzny (logo).

Odpowiedzi na te i inne pytania będą pojawiały się sukcesywnie w kolejnych wpisach na blogu.

Fotografia: Flickr / ylearkisto