Pomysł na nazwę firmy: Runmageddon

Pomyśl i działaj. Łatwo powiedzieć, prawda? Jak nazwać firmę, jak w ogóle wymyślić nazwę, gdzie znajdę pomysł na nazwę firmy? Nie raz słyszę takie właśnie pytania. Dlatego postanowiłem dać na nie odpowiedź. Z mojej perspektywy, z mojego doświadczenia.
Zapraszam Cię do przeczytania krótkiej inspiracji ze wskazówkami co zrobić, aby Twoja nazwa firmy była kozacka. A żeby było jeszcze ciekawej udostępniam fragment mojej rozmowy z twórcą marki Runmageddon na temat tego jak wyglądał proces tworzenia tejże nazwy.

Gdzie szukać pomysłów

Naming, czyli wymyślanie nazw jest mieszaniną i sztuki i doświadczenia. Solidnego rzemiosła i zaplanowanego przypadku (uwierzcie mi, że to prawda), który wynika ze zbierania inspiracji, pomysłów, praktykowania codziennej dawki informacji ze świata, z najbliższego otoczenia.
Z mojej strony wygląda to tak, że często (nie zawsze!) przypadkowa obserwacja, zasłyszane słowo czy inna codzienna czynność jak na przykład krojenie cebuli, prasowanie, odkurzanie, wybranie się na zakupy potrafią uwolnić umysł od natłoku codziennych informacji. Wówczas staje rzecz niesłychana. Odskocznia od przymusu kreatywnej posiadówy z długopisem i kartką przed sobą, czyli oddanie się w wir obowiązków domowych sprawia, że potrafię wpaść na całkiem nową sieć skojarzeń doprowadzających do powstawania nowych tropów. Ich efektem stają się ciekawe, niespodziewane i trafne nazwy. Eureka!
Okazuje się, że nie zawsze trzeba godzinami zapisywać na kartce, w telefonie lub na komputerze dziesiątki koncepcji nazewniczych: interesujących, przeciętnych, a także z założenia chybionych. Chwytliwy pomysł na nazwę firmy odnajdziesz często tam gdzie się nie spodziewasz, na przykład w trakcie spaceru. Wystarczy krótkie wyjście na świeże powietrze, aby wrócić z głową pełną pomysłów. Lecz, żeby do takiego stanu się doprowadzić należy najpierw rozgrzać się, czyli coś wymyślać, cokolwiek!

Neologizm czy opisowa nazwa firmy?

Dwie skrajności w namingu – nazwa firmy w postaci opisowej lub abstrakcyjna (neologizm). Hm, bo z jednej strony neologizm, czyli nowy wyraz, czyli nowo utworzony zwrot, to często zbitek kilku sylab, który z reguły nic nie znaczy. A skoro taki wyraz nic nie znaczy, z pewnością łatwy jest do stworzenia. Prawda! Z drugiej strony ukryty jest tu haczyk: nazwa abstrakcyjna jest trudna do wprowadzenia. Dlaczego? Skoro nic nie znaczy, skoro w swoich kilku literach nie zawiera ani sensownego przesłania ani odnośników do konotacji branżowych, to na jakich skojarzeniach słownych „zaczepić” uwagę odbiorcy? Czy więc neologizm na pewno to dobra nazwa dla firmy?

Przykłady nazw sztucznych:
Ambra, Blik, Duka, Etsy, Lilou, Neuca, Nozbe, Oshee, Pepco, Pixers, Trello, Zortrax, Zozole.

Otóż to! Nazwa abstrakcyjna wymaga większego zaangażowania (czytaj: zainwestowania) w zbudowanie świadomości marki (czytaj: trafienia do serca i umysłu odbiorcy). Nie jest to typ nazwy odpowiedni dla osób niecierpliwych. Bo jak tu oczekiwać od rynku, aby zapamiętał nazwę marki pozbawioną branżowych skojarzeń, dostarczającą szerokiego pola do interpretacji? Jeśli masz kapitał (tak jak właściciele marek Pepco lub Oshee) podziałaj w tym obszarze nazewniczym, bo warto. Jeśli nie masz czasu na czekanie, ani kapitału, szukaj innych rozwiązań, na przykład wyraź się w formie opisowej.
Bo nie wypada nie lubić opisywania ‘co kryje się za moim biznesem’. Przecież to takie proste, konkretne przesłanie. A za prostotę i czytelność nie powinno się karać.

Nazwa opisowa

… dosłownie opisuje (oznacza) firmę, produkt usługę. Zawiera pospolite słowo, wyraz generyczny lub frazę, która odnosi się albo do cech użytkowych albo do doświadczeń albo do obu naraz. Szczególnie nowej marce ten typ nazwy pozwala czytelnie wyjść do klientów i na wstępie przedstawić się w sposób zrozumiały.

Przykłady nazw opisowych:
Audioteka, Apteka Dyżurna, BioPiekarnia, Booking.com, ClickMeeting, e-obuwie, Filmweb, JemSushi.pl, JobHouse, LiveChat, Lody jak dawniej, LunchRoom, Landingi.pl, MyTaxi, Nocowanie.pl, Oknoplast, Paczka od Rolnika, Paczkomat, PayU, Przelewy24, Skarby Natury, WirtualnaPolska.pl, Wykop.pl, Wspieram.to, WeTransfer, ZnanyLekarz.pl.

Lecz i tutaj jest haczyk. Nazwa opisowa poprzez swój styl – zawierając pospolite słowa, wyrażenia – nie pozwala zyskać ochrony prawnej marki (nazwa nie, logo z reguły tak). To jej kluczowa wada, tak zwany brak zdolności odróżniającej. Bo jak to by było, gdyby jakiś przedsiębiorca uzyskał wyłączność na posługiwanie się wyrażeniem ‘świeże pieczywo’. Nikt nie mógłbym używać tego powiedzenia w działalności komercyjnej? Nonsens.


Więcej wiedzy na temat nazwy abstrakcyjnej znajdziesz w artykule “Nazwa abstrakcyjna bez tajemnic. Nazwa Oshee coś znaczy!” [kliknij]
Natomiast o nazwie opisowej napisałem w “Alfabet Namingowca, część D E K N O” [kliknij]

To może nazwa skojarzeniowa?

Istnieje umowna granica między nazwą opisową a skojarzeniową. Nazwa skojarzeniowa (inaczej też sugestywna) ma to coś co sprawia, że jest najczęściej wykorzystywanym stylem nadawania dobrego imienia firmy. Jedno, dwa, trzy wyrazy, połączone ze sobą, zmiksowane, poprzekręcane, zmodyfikowane do fantazyjnej postaci wskazują na jakiś kluczowy element marki.

Przykłady nazw skojarzeniowych:
AirHelp, Blinkee, Fotojoker, FreshMail, Fru.pl, Intercity, Interia, Jan Niezbędny, KickStarter, Łaciate, Marwit, Pyszne.pl, Red is Bad, Shoplo, SkyCash, Traficar, Verva, Yanosik, Z gruntu dobre.

Na tych przykładach widać jak za pomocą cząstek wyrazowych można odnosić się do cech racjonalnych, do branży, kategorii produktowej, do jednej lub kilku cech użytkowych, do wyglądu, smaku, rozmiaru, zapachu. Można także odnosić się do emocji, do głównej (głównych) wartości marki, do doświadczeń z jej użytkowania albo do grupy docelowej, wieku, płci, zachowań, upodobań, itd. Nazwę skojarzeniową można spuentować do definicji bytu kumulującego w sobie kluczowy element customer experience.


Więcej o nazwie skojarzeniowej dowiesz się z artykułu „Nazwa skojarzeniowa – czy warto ją mieć?” >>>> 

Gra słów w namingu

Nazwa skojarzeniowa to często fantazyjna gra słów. Zabawy słowne, przekształcanie, miksowanie mają to do siebie, że ich finalny efekt po prostu wzbudza zaciekawienie. Intryguje, nęci, kusi. Zachęca do odgadnięcia jaka intencja kryje się w takim wyrażeniu. A ponieważ gra słów łączy w sobie prostotę z dużą dozą kreatywności tego typu kreatywne nazwy nie są skomplikowane, nie są trudne do odszyfrowania. I taki jest ich cel, być jednocześnie oryginalnym i czytelnym w odbiorze.

Umowna jest także granica między typową nazwą skojarzeniową, a nazwą wynikającą z gry słów. To ta sama kategoria. W poszukiwaniu unikalnej nazwy najlepiej wydobyć z siebie jak najwięcej dozy kreatywności, by stworzyć taki „twór słowny”, który da do zrozumienia, że nie jest dziełem przypadku, nie powstał w ciągu pięciu minut, ani nie wynika z naśladowania konkurencji. Dlatego każde imię firmy stanowiące grę słów, przesłanie, ukryty sens, tajemnicę do przekazania, zmuszająca do dłuższego zastanowienia się stoi na wygranej pozycji w stosunku to prostych, z góry jednoznacznych nazw. I taką właśnie jest Runmageddon.

Runmageddon, czyli udany pomysł na nazwę firmy

Cykl biegów przeszkodowych – tak w jednym określeniu można zdefiniować charakter cyklicznych imprez organizowanych pod szyldem Runmageddon. Czy muszę przedstawiać tę markę? Miejsce poznawania swoich możliwości, uczenia się współpracy w warunkach presji czasu i ludzkiej fizycznej słabości, a do tego świetna zabawa w atmosferze błotnej przygody. 1 czerwca 2019 r. miał miejsce chlubny rekord. 200-tysięczny uczestnik biegu przekroczył linię mety. To dowód świadczący o ogromnej skali popularności Runmageddonu, który jeszcze pięć lat wcześniej rozpoczynał przygodę z 800 zawodnikami na linii startu.

I pomyśleć, że 5 lat temu spośród 130 pomysłów na nazwę tej marki został wybrany właśnie ten. Konkurencja była z pewnością spora. Massakrator, Hardem, Armageddon Race i wiele innych nazwy wymyślonych przez zespół skupiało się wokół idei postaci gladiatora. Koncepcje krążyły właśnie wokół nazwy Gladiator Race, lecz będącej zbyt bliskiej do konkurencyjnego globalnego wydarzenia Spartan Race.
Extreme challenge było motywem przewodnim idei, filozofii marki. To nie maraton ani żaden bieg uliczny. Owszem, miejski bieg, lecz z przeszkodami, którego charakterystycznym elementem są totalnie zmęczeni zawodnicy błotem uciapani. Dlatego postać gladiatora oddawała sedno tej imprezy.

A było to tak.

Zespół Jarka Bienieckiego gremialnie podejmował decyzję co do wyboru nazwy. Sami ją wymyślali. Pierwsza edycja biegów była w końcowej fazie przygotowań. Było miejsce biegu, przygotowane zaplecze, była lista zawodników zapisujących się na to wydarzenie, a termin eventu nieubłaganie zbliżał się.
Brakowało jednego. Nazwy! Brakowało, mimo że 130 propozycji czekało na wybór. A nazwy jak nie było, tak nie było. Bo wśród nich brakowało czegoś. Musiała być silna, z charakterem, nie-polska, uniwersalna językowo, łatwa w odczytaniu przy zagranicznych wojażach.
Dzień przed zespołowym głosowaniem Jaro wpadł na słowo: armageddon. Lecz jaki? I tu nagle, jak grom z jasnego nieba (albo jak kosmiczny armageddon) fonetycznie zaiskrzyło mu: ranmagedon. Głosowanie zespołu było formalnością. Runmageddon na łopatki rozłożył swoich nazewniczych konkurentów…. i w kolejnych latach zdominował kategorię ekstremalnych biegów przeszkodowych. Stał się synonimem ekstremalnych biegów z przeszkodami. A także zyskał status love mark wśród miłośników błotnej przygody. Prawda, że udany pomysł na nazwę firmy?

Miłośnicy błota, czyli jak wypadasz na tle konkurencji

Czytając historię powstania nazwy Runmageddon nasuwa się wniosek, i sam osobiście potwierdzam ze swojej praktyki zawodowej: pomysł na nazwę firmy przychodzi jak przysłowiowa eureka. Często ta idea pojawia się znikąd. Po prostu wpada do głowy.
Ale, ale, ale… na pojawienie się eureki należy zapracować. Stale mieć głowę otwartą, myśleć jakie słowa, synonimy, antonimy, powiedzenia, przysłowia, i również gwara sparafrazują to coś co należy nazwać. Im dłużej czasu poświęca się na twórcze myślenie, tym bardziej ciekawsze pomysły wpadają do głowy. Wiem coś o tym, bo tak właśnie działam.
Bez względu na wybraną technikę namingową postaw za cel, aby nazwa firmy wzbudzała zainteresowanie odbiorcy. Taką szansę dostarczają nazwy zawierające ciekawą grę słów. Pod warunkiem, że odróżniają się od konkurencji. A ta wygląda całkiem, całkiem kreatywnie.

Analizują agendę maratonów, półmaratonów i biegów ekstremalnych regularnie odbywających się w naszym kraju można trafić na tego typu pomysły na nazwę, namingowe arcydziełka i klasyczne określenia jak:

grupa kreatywnych nazw: Harda Suka, Bieg Rzeźnika, Hard Dog Race, Survival Race, Terenowa Masakara, Karkonoszman, Mocarny Zbój, Chodzieska Zadyszka, Kaszubska Poniewierka, Recordowa Dziesiątka, Górski Bieg Zająca, Wheelmageddon (ekstremalne zawody dla osób jeżdżących na wózkach inwalidzkich),

nazw geograficzne: Strzegomska Dwunastka, Izerski Weekend Biegowy, Bieg Szlakiem Zabytków (w Kamieniu Pomorskim), Bieg Fabrykanta w Łodzi, Bieg Trzech Kopców (Kraków), Bieg Lechitów w Gnieźnie, Bieg Sokoła w Sokole Małopolskim, Janikowska Dyszka (Janikowo), Ekologiczny Bieg do Gorących Źródeł (Uniejów), Bieg Barbórkowy w Rybniku, WrocWalk Marathon,

nazwy uniwersalne typu: Bieg Fair Play, Bieg z Policją, TriCity Trail, DUO Cross Imielin, a nawet Bieg Trzeźwości, Cross Świętojański, Półmaraton Księżycowy.

Harda Suka zaliczona!

Nazwa Runmageddon jest wyjątkowa poprzez unikalność. To naprawdę kozacki pomysł na nazwę firmy. Swoją dosłownością przekazuje filozofię marki, rzuca wyzwanie, aby wysoko mierzyć. Co z tego, że jest trudna w pisowni (w pełni mają świadomość zarządzający tą marką), skoro gromadzi wierną wspólnotę osób dążących do uzyskania statusu od Rekruta do Weterana (swoista grywalizacja!).
A przecież nie jest to jedyna impreza biegów przełajowych w Polsce. Są imprezy bardziej hard core-owe. Elitarność zyskują finaliści Hardej Suki. I właśnie tą nazwę na końcu zamierzam pochwalić. Intryguje doborem słów ocierających się o obyczajową cenzurę. Przekracza ją w deklinacji, w formie wyzwania jakim jest cel ukończenie tego najcięższego triathlonu w Polsce, a nawet w Europie (bo to coś więcej niż nawet Iron Man). Tym celem jest „zaliczenia hardej suki”.
Komu do śmiechu?
To dobrze.
Oznacza to, że ta skojarzeniowa nazwa spełnia swój cel.

Kozacka nazwa

Gra słów ma to do siebie, że wzbudza zaciekawienie. Ba, intryguje, nęci, kusi. Zachęca do rozszyfrowania, jakie słowa, przesłanie kryje się w takim wyrażeniu. A ponieważ gra słów łączy w sobie prostotę z dużą dozą kreatywności wbrew pozorom tego typu kreatywne nazwy nie są skomplikowane, nie są trudne do odszyfrowania. I taki jest cel, być jednocześnie oryginalnym i czytelnym w odbiorze.
Dlatego jeśli głowisz się, gdzie znajduje się skuteczny pomysł na nazwę firmy, albo w ogóle, zastanawiasz się jak zabrać się za kreowanie, polecam sposób łączenia wyrazów, poszukiwania udanej, chwytliwej gry słów. Pamiętaj, że udana nazwa powinna przemawiać do Ciebie, i przede wszystkim do Twoich klientów. Powinna pomóc Ci przeskoczyć konkurentów. Z reguły wybór nie jest łatwy, ale wspólnymi siłami udaje się stworzyć najlepiej brzmiące imię firmy.

Podziękowania:
Dziękuję Jaro Bienieckiemu dla wyjaśnienie skąd wzięła się nazwa Runmageddon. Była to ciekawa, twórcza rozmowa.
Jaro, moc serdeczności wysyłam Tobie i ekipie Runmageddon-u.

 

Syllabuzz to ja! To moje zawodowe „dziecko” do którego dorastałem przez bardzo długi czas. To coś co jest odzwierciedleniem mojej osobowości, ambicji, zdobytego doświadczenia zawodowego a także niechęci do marnowania czasu prywatnego na telewizję czy filmy na youtubie.
Konrad Gurdak Strateg, marketer z 19-letnim doświadczeniem w zarządzaniu markami i projektach rebrandingu. Łączę wiedzę marketingu strategicznego z długofalowym spojrzeniem na komunikację marek z otoczeniem. Pojawiam się tam, gdzie tworzy się marki, wprowadza innowacyjne produkty, rozwija istniejące usługi.
kontakt@syllabuzz.pl

Alfabet namingowca. B G I P U

„Słowa towarzyszą nam od dzieciństwa. Nadajemy nazwy wszystkiemu co nas otacza; opowiadamy o tym, co dla nas ważne. Gdy korzystamy z wyszukiwarki internetowej, wpisujemy w jej okno pożądane frazy. I choćby wyznawcy kultury obrazkowej nie wiadomo, jak zaklinali rzeczywistość, to słowa mają moc. Zmieniają świat, wpływają na czytelników i klientów.”
Joanna Wrycza-Bekier „Magia słów”, Wyd. One Press

Ostatni w tym roku kalendarzowym wpis na blogu. Trzecia część Alfabetu Namingowca z pojęciami na litery B, G, I, P, U.

B jak Badania nazwy

Ktoś widział, ktoś słyszał, ktoś brał udział w badaniach nad koncepcjami nazewniczymi? Jeśli o mnie chodzi? TAK. I chętnie opowiem, jak ten proces wygląda.
Mając kilka koncepcji nazwy pojawia się dylemat, którą wybrać. To pytanie pojawia się najczęściej. Dojrzałe organizacje mają przed sobą jeszcze dodatkowy dylemat. Nazwę wybiera zespół kierując się swoim gustem, czyli własnym „widzi mi się”. A nazwa nie musi podobać się właścicielowi. Musi podobać się (musi zwrócić na siebie uwagę) jej docelowym odbiorcom!
Można szacować zachowanie rynku. A jeśli domysły będą fałszywe? Z pomocą nadciągają badania: ankietowe, terenowe, fokusowe, grupowe, indywidualne, telefoniczne, webowe itd. Techniki dowolne. Ważne aby dostarczyły pożytecznych informacji na temat skojarzeń treściowych i emocjonalnych, spontanicznych konotacji znaczeniowych i ukrytych znaczeń, łatwości rozpoznania i zapamiętania, łatwości wymówienia, czy również dopasowania nazwy marki do jej kategorii produktowej.
Patrząc na realia naszych rodzimych firm trafnie przypuszczam, iż na proces badawczy z reguły brak jest odpowiedniego budżetu. W takim wypadku proponuję przeprowadzić tzw. test korytarzowy. Wypytać się pracowników, rodziny, znajomych, zaufanych kontrahentów i klientów. Może i próba badawcza jest mniej liczna, w zamian dostarczy szczerej i głębszej refleksji. Lepsza taka wiedza, aniżeli tylko i wyłącznie własny osąd.

G jak Gra słów

Uwielbiam nazwy będące grą słów, chwytliwym wyrażeniem, określeń z humorem, z jajem, z odważnym slangiem, ironią, wezwaniem do akcji. Proste i zawoalowane. Z podtekstem, z ukrytym przesłaniem, dwuznaczne. Nietuzinkowe. Z rozpoznawalną, z wyrafinowaną symboliką.
Takie na dłużej zostają w pamięci. Są milsze odbiorze. Wzbudzają sympatie. Po prostu, chętniej rozmawia się o nich.
Podoba albo nie podoba mi się. To kwestia gustu. Zgodzicie się , że poniższe przykłady stanowią ciekawą grę słów: Jasne że pełne [piwo], Local Heroes [moda], Czuły barbarzyńca [księgarnia], Za hajs matki baluj, Red is bad [moda], Nice to fit you [catering], By Insomnia [moda], Leniwa Baba [bar], Pompuj Bicki [suplementy], Krowarzywa Vegan Burger, Traficar [najem samochodów], Pobite Gary [bar], Crazy Nauka [blog], Źródełko [sklep monopolowy], Pociąg do…[kawiarnia], Szlachetna Paczka.
W ich przypadku odpowiedź na pytanie o wolną domenę .pl a nawet .com była raczej oczywista;)

I jak Inspiracje

Przecież to najprzyjemniejsza część pracy namingowca! Szperanie po źródłach w poszukiwaniu wiedzy, przykładów rynkowych, benchmarków. Eksploracja danej branży, kategorii rynkowej. Ocena konkurencji – nazewnictwa, komunikacji słownej. I wyciąganie z analizy najciekawszych spostrzeżeń, pojęć, fraz i nazw.
Dla przykładu, w poszukiwaniu nazwy marki modowej wypada dokonać przeglądu marek modowych. Gdzie? Choćby na stronach modowych platform sprzedażowych np. Showroom.pl, Mustache.pl, Domodi.pl, Net-A-Porter.com, AOS, Revolve Clothing albo wyjść albo wyjść szerzej i dotknąć platform uniwersalnych Alibaba.com, Amazon.com, platform off-owych Etsy.com, Outnet.com. Tam, filtrując po kategoriach widać jak na dłoni świat nazw marek tych dużych, tych małych i tych niszowych.

To nie koniec inspirowania się. W poszukiwaniu symboliki przydatne są: słownik wyrazów obcych, słownik symboli, słownik łaciński. Wypada zapoznać się z nazwami “ciał niebieskich” w układzie słonecznym, z nazwiskami uczonych, noblistów, wynalazców. Mitologia grecka, rzymska, egipska, babilońska, wierzenia ludów słowiańskich, germańskich… oczywiście że są przydatne. Nazwy imion angielskich, francuskich, włoskich, arabskich są ciekawą inspiracją. A co z homografami i homofonami tj. słowami angielskimi które są jak polskie? (tutaj jest ich lista link) Warto je znać. Przydają się często.
A jeśli nadal czujesz się w przysłowiowej kropce, polecam pozycję “Firmy” autorstwa Piotra Puldzian Płucienniczaka (tutaj ją znajdziesz). Potraktuj ją zarówno jako ubaw po pachy i jednocześnie jako ciekawą pozycję do poznawania inspirujących wyrażeń.

Wracając jeszcze do marek modowych. Polecam kilka historii powstawania nazw marek modowych: „Nazwa dla marki modowej. Inspiracje w cieniu gwiazd.

P jak Palindrom

Dzień dobry jestem Pan Palindrom, wyraz pisany identycznie, wprost i na wspak. Nie wierzysz w moje istnienie? Przekonaj się tymi przykładami: Sonos, Civic, Kayak, Omo, Elle, M&M, Abba, Level.
Wyrażenie greckie ‘palindrome’ oznacza nie mniej nie więcej jak ‘biec z powrotem’.  Ta wciągająca gra słów może być dla danej marki ciekawym wyzwaniem. Kto nie chciałby posiadać pewnej dozy tajemnicy, zagadki, której rozwikłanie jest nagrodą dla uważnego fana marki? Niewielu ta sztuka udaje się, bo i też nie jest łatwo stworzyć ciekawy palindrom, neologizm, który nie będzie przekombinowany. Powyższe przykłady są udanymi rozwiązaniami. Można owszem wybrać rozwiązanie „zaawansowane”. Takiego czynu dokonano dla gamepada SIXAXIS w konsoli PlayStation 3. Niby słowny-dziwoląg. Co w zamian komunikuje? Logiczne określenie funkcji sześciu osi, punktów styku w tym urządzeniu. Taka właśnie jest nazwa palindrom.

U jak Urząd Patentowy

Kwestie kontaktu z Urzędem Patentowym można rozpatrywać na dwa sposoby. Jako proces rejestracji określonej nazwy w formie słownego znaku towarowego lub słowno-graficznego znaku towarowego. Lub jako przeszukiwanie bazy w celu weryfikacji nazwy pod kątem ewentualnej kolizji z istniejącymi znakami towarowymi. To drugie określa się oceną zdolności rejestrowej. Lecz na etapie kreowania nazw jest obowiązkowym działaniem eliminacji koncepcji nazewniczych mogących wpływać na ewentualny konflikt. Wypada znać miejsca, w których takie działania można przeprowadzić, czyli:

  1. Urząd Patentowy Rzeczpospolitej Polskiej w Warszawie. Baza zawiera znaki towarowe z ochroną na terytorium Polski. Link do bazy.
  2. EUIPO Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej w Alicante. Link do bazy.
  3. WIPO Światowa Organizacja Własności Intelektualnej. Za pośrednictwem tej organizacji uzyskuje się ochronę prawną na wybrany kraj lub wybrane kraje. Link do bazy.

 

Syllabuzz to ja! To moje zawodowe „dziecko” do którego dorastałem przez bardzo długi czas. To coś co jest odzwierciedleniem mojej osobowości, ambicji, zdobytego doświadczenia zawodowego a także niechęci do marnowania czasu prywatnego na telewizję czy filmy na youtubie.
Konrad Gurdak Strateg, marketer z 18-letnim doświadczeniem w zarządzaniu markami i projektach rebrandingu. Łączę wiedzę marketingu strategicznego z długofalowym spojrzeniem na komunikację marek z otoczeniem. Pojawiam się tam, gdzie tworzy się marki, wprowadza innowacyjne produkty, rozwija istniejące usługi.
konrad@syllabuzz.pl

 

Fałszywi przyjaciele potrafią być bardzo pomocni w… namingu!

Słynne porzekadło Prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie wpajane jest każdemu uczniowi już na początku edukacji szkolnej. Na przekór powiem Wam, że i Fałszywych przyjaciół można poznać w biedzie. Mam tu na myśli sferę namingu, wszelkie zabawy słowem, momenty, w których proces kreatywny sięga zenitu a… nadal nic zachwycającego z niego nie wynika. W takich sytuacjach na odsiecz przychodzą słowa z kategorii „fałszywi przyjaciele” (false friends). Więcej tu ironii, i niedopowiedzenia, niż faktycznego spełnienia znaczenia tego wyrażenia.

Czym lub kim są ci słynni „fałszywi przyjaciele”?

Zanim o nich powiem, wyjaśnię kiedy my namingowcy mamy z nimi do czynienia (i jak często nawiązujemy z nimi romanse).

Praktyką stało się oczekiwania od osób zamawiających nazwę dla swojej marki, aby była chwytliwa, nośna, dopasowana, angażująca, unikalna, przyciągająca, z wolną domeną (.pl/.com), a przede aby była uniwersalna językowo.
Jak bardzo uniwersalna? Tak uniwersalna, aby osoba średnio znająca język angielski (i nie tylko chodzi tu o polskiego odbiorcę) mogła z łatwością zinterpretować nazwę (słowo lub jego cząstkę) w swoim ojczystym języku. Słowa tego typu: order, pasta, bat, trap, but, data, hart, carol, crew, most, my, on, sad, paw, pet, pole, rent, baby, stadium, car, fart, posiadają podobny kształt i brzmienie do polskich słów, lecz ich znaczenie jest zgoła odmienne. I to są właśnie tzw. fałszywi przyjaciele. Są to tak zwane homogramy czyli wyrazy mające identyczną pisownię, lecz różnią się znaczeniem, brzmieniem i pochodzeniem.

Wspominam o false friends po to, aby uważać na tą grupę wyrazów podczas kreowania nazw i sloganów. Nieodpowiednie ich zastosowanie przeinacza sens wyrażenia w języku angielskim. A raczej nikt nie chciałby wystawić marki swojego zleceniodawcy na pośmiewisko.

Wyrazy uniwersalne polsko-angielskie w znaczeniu, pisowni, brzmieniu i pochodzeniu

Oto główny cel dzisiejszego postu. W języku polskim znajdują się wyrazy identyczne w pisowni, pochodzeniu i znaczeniu (lecz niekoniecznie w wymowie) do języka angielskiego np. bank, pilot, saga, moment, arena, park, system, zero, transport.
Dla namingowca tego typu słowa są jak przysłowiowa Odsiecz Wiedeńska. Wykorzystując znane, łatwe do rozszyfrowania słowa, mamy łatwiejszą drogę do tworzenia nazwy uniwersalnej, w szczególności gdy zadanie dotyczy marki międzynarodowej lub mającej zamiar działać również poza granicami Polski.
I taką grupę słów poniżej przedstawiam.

Drodzy namingowcy, copywriterzy, marketingowcy, przedsiębiorcy korzystajcie z tej bazy uniwersalnych słów do woli.
Dalszy mój komentarz jest zbędny.

alarm
arena
atlas
aura
auto
bank
bar
benefit
bonus
domino
echo
ego
element
enigma
export
extra
fan
film
front
gala
gang
gong
gratis
guru
hallo
hotel
import
jaguar
kiosk
laptop
logo
major
mania
market
medium
memo
model
moment
mono
multi
opera
orient
panorama
park
partner
patio
patrol
patron
pilot
pivot
plan
plus
premier
premium
problem
program
puzzle
radar
radio
ranking
robot
saga
sauna
sofa
sort
sponsor
sport
sprint
start
stereo
super
supermarket
surfer
system
talent
tennis
terror
test
total
trans
transport,
turbo
ultra
versus
weekend
zero

Foto: Unsplash.com / Jonas Verstuyft

Simple Share Buttons